all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2002

srata ta ta

10 komentarzy

o jednak jestem chora. czad.
Najpierw nie spałam parę dni bo mi się lało z nosa,
potem miałam gorączkę.
natomiast dzisiaj to już jest tak chujowo, że słów nie mam.

no ale nic.
Mam ten swój nowy samochód, no czerwony mały piździk taki.
Wjeżdżam sobie ostatnio w nocy na stację benzynową.
niestety coś źle wycyrklowałam
i najpierw stoczyłam się ze skarpy,
by w dalszej kolejności zaryć w kupe ziemi i sturlać się na trawniczek ,
wszystko odbyło się w zwolnionym tempie – 3 km/h, a
grupa sportowców w dresach biła brawo.

i mam teraz pełno trawy pod zderzaczkiem!

balum balum

4 komentarzy

ZERO POMYSŁU NA ZYCIE.

Jest mi albo zimno albo ciepło, w sensie że za.
Za zimno albo za ciepło.

Nie wysypiam się.

Chodzi za mną coś co muszę bezwzględnie załatwić, ale staram się o tym nie myśleć (przeginam tak, że normalni ludzie tylko komentują krótko: nieeeeźle)

Dom leży odłogiem, ja w domu też.

czyli standard.

bez przesady!

4 komentarzy

bez przesady!
A było tak:
Pojechaliśmy na wesele, teraz w sobotę.
4 rano, stoimy już pod klatką.

ON: Daj klucze
JA: Jakie klucze?
ON: W jakim sensie ‘jakie’? Od domu.
JA: Bardzo śmieszne, ja nie mam żadnych kluczy.
ON: Kochanie, masz n-a-p-e-w-n-o. D-a-w-a-ł-e-m ci, żebyś schowała do torebki jak tylko wyszliśmy z domu.
JA: Bardzo ciekawe! Nie mam ich w torebce jakoś!
ON: Dałem ci je do Ręki.

Przetrząsam torebkę… ten SS-man stoi i się gapi.

JA: Nie mam ich. A w ogóle to nie przypominam sobie żebyś mi je dawał!

ACZ coś zaczęło mi się tłuc po czaszce.
Zostawiłam klucze w taksówce!
Miałam je w ręku! ale się ZAMYŚLIŁAM i mi się pewnie WYŚLIZGNĘŁY.
Przypomnialam sobie nawet, że miałam pamiętać, że one leżą luzem na tej kanapie i zaraz za chwilę jak tylko skończę rozmyślać
miałam je definitywnie schować do torebki,
ale widocznie coś się musiało stać, że zapomniałam.
wiem!! zagadał mnie.

JA: Zagadałeś mnie.

Potem to już tylko było o tym, że jestem beznadziejna.
I o odpowiedzialności. Pffff

Ja w tym czasie zaczęłam dzwonić po ludziach żeby nas przenocowali.
(bo okazało się, że taksówkarz, owszem, zgłosił te klucze,
ale skończył już pracę i miał być dopiero o 19.
czy ten taksówkarz nie miał wyobraźni?
gdzie on sobie wyobrażał, że my będziemy spać,
skoro nie mamy kluczy?)

No ale mam tę kuzynkę w ciąży,
ona ma dobre serce i się z chęcią zgodziła,
powiedziała że i tak nie śpi bo rzyga i możemy przyjechać.
Tylko sprawa się skomplikowała, bo jak z nią rozmawiałam to mi się kom. rozładowała i nie zdążyłam zapytać o numer mieszkania.

mało tego, jak wykłócałam się z centralą taksówek o te nasze klucze
to jakoś nie pomyslalam żeby od razu zamówić taksówkę na teraz.
I mi się rozładowała ta komórka
(ona ostatnio w ogóle coś szwankuje, odkąd ją upuściłam na chodnik).

Dobra, żarty żartami ale musiałam wziąć Go teraz sposobem.
Zaczęłam trochę nieudolnie:
- Jesteś jakiś rozhisteryzowany. Czy tobie nigdy nie zdarzyło się czegoś zgubić albo zapomnieć?
- Nie, nigdy.
(fakt, nigdy)

POSZEDL PIESZO (!!) po taksówkę, a ja stałam sobie w bramie, sztywniałam z zimna i rozmyślałam nad własną głupotą.

Koniec końców pojechaliśmy do tej kuzynki,
pan taksówkarz miał komórkę, więc przekonałam go,
żeby mi ja pozyczyl, bo musze MUSZE zadzwonic.

Kuzynka oczywiscie zdążyła już zasnąć, bo to wszystko dlugo trwalo.
była wściekła bo jak ją obudziłam
to znowu chciało jej się rzygać,
ale ostatecznie powiedziała że dawno mamy pościelone i zeby przyjezdzac.
To jej zaczęłam opowiadać o tym, jak to mi się komórka rozładowała
i bardzo zmarzłam i teraz dzwonię z komórki taksówkarza, ale P. wyrwał mi ten telefon, powiedział kuzynce że za 15 min jesteśmy, ZAPYTAL O NR MIESZKANIA i oddał go taksowkarzowi.
No nerwowy strasznie.

Łóżko było niewygodne, i się wpijalo, ale już trudno.
Spaliśmy wszystkiego 4 h, bo potem było śniadanie,
do którego zasiadłam w sukience weselnej i białych skarpetkach frotte.
Pan taksówkarz (od kluczy),
jak się okazało zaczął jednak wcześniej niż o 19 (o 15),
więc podjechał z tymi kluczami.

Potem poszliśmy do kina na Bourne’a i byłam z premedytacją budzona co pięć minut za kare.

the end

JAZZ IN TOWN

4 komentarzy

Wczoraj ekspedient z Sephory zachował się skandalicznie.
Biegamy sobie z kuzynką po sklepie, ja skupiłam się na zapachach i sobie wącham. stoi Jazz biały i czarny
- Przepraszam CZY TO SĄ dwa różne zapachy?
- NIE proszę pani, to SĄ dwa różne zapachy.
Wybucham śmiechem, facet się najeża, prostuje i patrzy na mnie z góry
(jest wysoki, wchodzę mu teoretycznie pod pachę)
- To jak w końcu, to SĄ dwa różne zapachy, czy NIE SĄ?
- Powiedziałem PRZECIEZ ŻE TAK
- Nie, powiedział pan, że: NIE, TO SĄ DWA RÓZNE ZAPACHY.
Śmieję się i ogólnie jestem miła. Serio.

facet zniecierpliwiony podnosi glos:
- Zapytała pani czy to są dwa różne zapachy i ja potwierdziłem!

- Nie, zaprzeczył pan, ale nieważne, dlaczego się pan tak denerwuje?

- Nie denerwuję się! nie rozumiem tylko dlaczego pani się śmieje, bawi panią coś???

- ke? teraz jest pan niegrzeczny.
- Nie proszę pani wcale tak nie uważam!

- Ale JA TAK UWAŻAM proszę pana i skończmy już tę dyskusję.

poszedl.

Pedał.

Moja kuzynka z końca sklepu :
- to jak ewa, to SĄ dwa różne zapachy czy NIE?
- NIE, cos ty! to SĄ dwa różne zapachy.

Gru to jest jednak fajna.

Bardzo lubię z gru obgadywać WSZYSTKICH dookoła.

Lubię też jej coś przynosić na nowe mieszkanie…
Tzn. nie lubię wybierać, bo wtedy stoję przez 27 minut w sklepie
nad głupią skrzyneczką-na-różne-pierdółki i usiłuję się zdecydować
więc rozglądam się po sklepie, żeby odświeżyć wzrok, by później
znienacka spojrzeć to na jedną skrzyneczkę to na drugą i
podjąć decyzję na boga,
i gdy tak odświeżam ten wzrok dostrzegam w drugim końcu sklepu
REWELACYJNE świeczniczki… biegnę do świeczniczków
i zaczynam rozważać – świeczniczek (a jeśli tak to który)?
czy skrzyneczka (a jeśli tak to która)? Gdy odświeżam wzrok
przed ostatecznym spojrzeniem na świeczniczki zauważam naprawdę
GUSTOWNE makatki.. sytuacja robi się beznadziejna..
zbieram się w sobie.. i ciach.. skrzyneczki!
teraz tylko kolor..
15 minut.. i wychodzę ze sklepu ROZPROMIENIONA
pod pachą dwie skrzyneczki
(no jedna jest dla łyżki, która jak się okaże da mi później kotleta)

potem następują po sobie wypadki:
- wręczam skrzyneczkę, oglądam mieszkanie, jestem pełna uznania,
gru rozpakowuje skrzyneczkę, zachwyca się, monolog gru,
mój monolog, kawa, tarmoszę koty, wpada łyżka,
rozpakowuje swoją skrzyneczkę, zachwyca się,
dochodzi do porównania skrzyneczek, dostaję herbatę i pysznego kotleta,
rozlewam herbatę, parzę się wrzątkiem,
potem przy zgaszonym świetle i zapalonych świeczkach
(ach przydałyby się tamte świeczniczki, jestem przez chwilę rozbita)
rozmawiamy z gru na BARDZO POWAŻNE TEMATY,
potem palimy papierosy, oglądam różne zdjęcia,
całujemy się i wychodzę.

Dobranoc.

Jestem sama. Mąż pojechał.

PLUSY:
- JA trzymam pilota
(i nie muszę oglądać programów motoryzacyjnych na Avante),
- jeśli chcę skorzystać z komputera to nikt go AKURAT nie okupuje,
- mogę leżeć rozmazana na kanapie,
- NIKT mi nie wyżera kolacji.

MINUS:
zawsze wtedy psują się różne urządzenia domowe takie jak piec c/o
i jest bardzo zimno i trzeba spać w skarpetkach i flanelowej piżamie
i w końcu już nie można z zimna wytrzymać
i trzeba zadzwonić po fachowca,
który przyjeżdża w krawacie i spodniach w kant
(ach ci dzisiejsi fachowcy)
po czym odkurza nam piec odkurzaczem i chce dużo pieniędzy,
a że SIĘ JEST świetnym negocjatorem – płaci się co do grosza.

Śpi się z pluszową krową.

Wychodzę na przerwę, w kącie stoją ludzie z Gdańska,
rozmawiają szeptem. Bardzo poważne miny.
Przechodząc koło nich usłyszałam cos takiego:
- bardzo trudno ugryźć nieboszczyka.
(czy ktoś tu, z gdańska, mógłby mi powiedzieć what the fuck??)

Koleżanka z mojej pracy (nowa osoba, nie znałam dotąd)
jest dziwna-dziwna,
dzień pierwszy – 2 w nocy, wszyscy śpią (na delegacji!!), wyglądam przez okno.
koleżanka chodzi w kółko (W KÓŁKO) po placu przed wejściem głównym
dzień drugi – impreza, pijemy (no!!), koleżanka zjawia się nagle,
ktoś wciska jej kieliszek
- nie, nie piję – (ę, bardzo wyraźne) – wódki.
Siedzę, gadam z kimś tam, koleżanka szturcha mnie.
- Wiesz co?
- No?
- Mój tata jak do mnie dzwoni to zawsze oddzwania i ja wtedy czekam aż on oddzwoni i wtedy sama nie dzwonie do niego bo czekam, a teraz do niego zadzwoniłam sama i czekam aż on oddzwoni jak zwykle a on nie oddzwonił to dzwonie do niego drugi raz i pytam, że dlaczego do mnie nie oddzwonił bo ja czekałam a on na to że czekał aż ja oddzwonię, bo przecież to ja zadzwoniłam do niego..
- (…coś ty żarła dziewczyno..?)

w tym momencie słyszę ze MOJA KOMORKA DZWONI, ale nim sięgnęłam do torebki, przestała.
patrzę na wyświetlacz – tata (!!)
aua!!
oddzwaniam:
- cześć, dzwoniłeś.
- nieee
- Wez, WYŚWIETLIŁO MI SIĘ ze dzwoniles przed chwila.
- Kicia jesteśmy już w łóżku. Mama śpi.

!

a, i jeszcze jedno, czy wy na nudnych wykładach tez myślicie o seksie?
Czy tylko ja?

ahoj
wyjeżdżam w delegacje

Więc tak. Poszło w internet ogłoszenie o sprzedaży mojego samochodu
I się zaczęło.
Przyjechało dwóch szwagrów z kielc wczoraj.
I zabrali się za oględziny lakieru.
- A co tutaj jest?? Taki matowy lakier? O tu, na masce.
- Eeee nie wiem, wie pan, no matowe takie jest.
- Aaaa nie!! to kupa ptasia była moja pani! Odparzyło się! Dlaczego pani nie wycierała kup na bieżąco??
- Eeee nie wiem.
- A tutaj!! – napluł na lakier wytarł, wypolerował – widzę ryskę.
- No ryska, tak tez widze, wie pan pewnie od krzaczków.
- Krzaczki?? To jak pani jedzi??!!
- prosze pana, kupuje pan to auto czy nie BO SIE SPIESZE NA PAZNOKCIE.
- nie kupuje!!!! zenek! wracamy do domu!

Z ostatniej chwili:
Auto sprzedane. Ale było gorąco.
Z samego rana przyjechało dwóch z ciechanowa – UMÓWIONYCH.
Ale w między czasie podjechali inni tez skądś tam i się zaczęło.
Ponieważ ci pierwsi mieli obiecane telefonicznie za tyle i tyle
i przyjechali, obejrzeli, i krótko: biorą!
ale na to ci drudzy, że oni tu też
przyjechali i dają więcej!!
ale my twardo,
ze przecież obiecaliśmy tamtym i nie ma mowy.

panowie postanowili załatwić to między sobą, poszli na stronę
zaczęli krzyczeć, wymachiwać rękami, a następnie trącać się, kurwy – chuje – miękkie dydki – ja cię załatwię – itp. w powietrzu, sąsiedzi w oknach.

Ale na nic się im to zdało, bo i tak było tak jak ja chcialam. (sprzedalismy tym pierwszym, bo halo)
Tak więc auto sprzedane. do pracy przyjechałam tramwajem.

SAMICA PSA

5 komentarzy

Odbyłam krótką, rzeczową rozmowę na ICQ
z pewnym młodym gentlemenem z LA.

ON: Hi, i dont want to bother u, just have a question
JA: Shoot
ON: Do u like performing fellatio?
JA: Go back to your books. I’m busy.
ON: Fuck u too bitch


  • RSS