all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2003

… to mało powiedziane.
Jest mi zimno – już mi się pieprzy i nie wiem czy od kości czy do kości.
TRUPIO ZIMNO.
NA ZEWNĄTRZ AURA JAK NA CMENTARZU.. jakieś mgły się ścielą,
mokro jakoś.

Ja wiem, że zaraz wiosna, ale póki co chujnia.

ps. ostatnio z premedytacją indukuję sobie sny,
śni mi się DOKŁADNIE TO CO CHCE.

jeśli dziś jest czwartek, to pora na
FILM

ps. zrobiło mi się MEGA wielkie zimno pod nosem, NA SAMYM ŚRODKU, DUŻE, wyglądam jak Chaplin. I drga mi powieka.
Wiem. Magnez.

Piątek, sobota
- wieczór panieński w wersji hardkorowej jednej Izy z pracy koleżanki, wypiłam bardzo, powtarzam – bardzo – dużo alkoholu. Pamiętam pod koniec (mój koniec), że na barze stało przede mną 18 kamikaze. Potem jechałam taksówką, a potem obudziłam się o 13 w swoim łóżku z MEGA HUGE KACEM i MEGA koszmarnym bólem głowy. Dostałam też wykład o życiu, obowiązkach domowych i PRIORYTETACH – czego o mało nie przypłaciłam życiem. Podobnie zresztą jak podróży na Wilanów, na nowe mieszkanie, sprawdzić stan zaawansowania prac, kiedy to w głośnikach wył Nelly i P. postanowił się ścigać z jakimś pojebem, który się ustawił obok na światłach z ewidentną miną pojeba, który się chce ścigać. Plus słońce świeciło mi OSKARŻYCIELSKO prosto w twarz.

Sobota, niedziela
- June. A było tak, pędem z Wilanowa do domu, prysznic pędem, SZYBKO SZYBKO, na dworzec muszę. Nie rozmawiaj do mnie, o, telefon dzwoni,, wycieram nogę, telefon, wycieram plecy, 15 minut do przyjazdu pociągu, telefon oraz kolejny wykład o złej organizacji czasu plus dodatkowo gratisowo o sensie życia.. głowa mi pęka. Lecę. Jadę. Dzwonię do Pepsa, który dzwonił do mnie sto osiemnaście razy po to żeby mi oznajmić że jestem parówką, ponieważ nie przyszłam na ten basen. Łeb mi pęka. Jestem spóźniona na dworzec, zostawiam mu wiadomość, że nie wyrabiam się z życiem i że jestem pijaczką dobrze, fenkju. Dzwonię do Gru, że jadę jadę, one idą, umawiamy się na kluski w Bordo. Jestem. Pierwsza. Dobrze.

Groo
- Piżama party u Gru. Prawie babskie. Kot Gru, ESKEL NIENAWIDZE GO wygryza mi MEGA dziurę w torebce. Ktoś trzaska zdjęcia. Pijemy wino.

Kebab.

Dom.
June leży bosko na łóżku, walczy ze snem, rozmawiamy, sączę herbatę, przestała mnie łupać czaszka, idę spać. W nocy śnią mi się koszmary – śni mi się praca, budzę się z krzykiem o 8, potem znowu śnię, śni mi się BASIA, JESTEŚMY URŻNIĘTE NA UROCZO I COŚ BEŁOKOCZEMY DO SIEBIE.. budzę się w szampańskim humorze o 12, słońce świeci, JEST FAJNIE KOCHAM ŚWIAT.

A dziś jest poniedziałek i moje koszmary senne are coming true.

Kto wyrzekając te mądre słowa odkrył w końcu PRAWDĘ o so-so?

No więc kiedy na Ciebie patrzę, kojarzysz mi się z dzieciństwem i z momentem kiedy przychodziłem do domu i dostawałem zupę ogórkową. Byłem cholernie głodny, a ta zupa była tak zajebiście smaczna, że miałem ochotę wrąbać od razu cały talerz.. nie myślałem o niczym innym tylko o tym, że właśnie mogę zaspokoić swój apetyt, bo mam przed sobą coś dobrego i ciepłego. A przed chwilą,
na podwórku bawiłem się właśnie z takimi fajnymi dziewczynami z sąsiedztwa.
I to wszystko było takie spokojne i beztroskie.

PRAWDA jest też tu

mam minusowe ciśnienie dzisiaj
oraz
JESTEM CIĄGLE JEDNĄ NOGĄ W MOIM ŚNIE.. CO GO ŚNIŁAM RANO..

KONIEC Z TYM.
Mam zamiar kategorycznie skończyć ze WSZYSTKIMI TYMI MOIMI WYBRYKAMI.
I przede wszystkim – przestaję o tym OPOWIADAĆ… bo mam wrażenie,
że od momentu, kiedy znalazłam frajdę w artykułowaniu tych historii,
zaczęłam ZPADAĆ SIĘ W OTCHŁAŃ PECHA … tracę kontrolę… wiec koniec z tym!
Od dzisiaj zamieniam się we WZÓR CHOWANIA RZECZY NA MIEJSCE.

Watch me.

Zgubiłam kolejne kluczyki.
Tym razem od samochodu P, do którego NIE MA ZAPASU.
On tam teraz stoi ten samochód biedny na Senatorskiej.
Będą go ROZBIERAĆ NA CZĘŚĆI czy coś, bo nie ma jak go ruszyć.
Ja już się nie wtrącam ja chcę umrzeć.
I bardzo proszę nie każcie mi – jak baśka – szukać tych kluczyków w majtkach.
NIE MA ICH TAM. SZUKAŁAM WSZĘDZIE.
Wypadły mi z ręki jak szłam do banku. Proste.
NIE, NIE WIEM W KTÓRYM MIEJSCU,
ALBOWIEM GDYBYM WIEDZIAŁA TAK? Proste.
NIE ODTWARZAM SOBIE TEGO.
Szukałam. Nie ma. Nie będzie. Rozwód będzie.
_____________________________

Mam dość. Ma dość tego pieprzonego kaszlu. A właściwie tego piórka co je tam mam. Żyję w napięciu od czwartku i wyczekuję zastraszona.
Piórko uaktywnia się ZAWSZE gdy:
rozmawiam przez telefon,
gdy nie rozmawiam przez telefon,
gdy siedzę w kinie,
albo w pracy,
a w szczególności gdy jestem na bardzo-ważnym-zebraniu i właśnie przemawiam.

I muszę tłumaczyć wszystkim w koło, że nie zarażam, że nie prątkuję,
że to piórko. Albo w sobotę na bartyckiej, kiedy siedziałam i usiłowałam zapewnić panią, że jestem poważną klientką, że to nic, że mam kitki i nauszniki i jestem MAŁA, że ja poproszę osiemdziesiąt metrów tej podłogi – TAK, CHCĘ ZAMÓWIĆ – NIE, NIKT ZE MNĄ NIE PRZYSZEDŁ – TAK, PRZYSZŁAM SAMA – TAK, BĘDĘ JĄ KUPOWAC WŁAŚNIE TERAZ i kiedy tak siedziałam z bardzo DOROSŁĄ miną… właśnie wtedy NAGLE zaczęła się seria męczącego, suchego, klikuminotwego kaszlu. Kaszlałam i kaszlałam, nigdzie ratunku, nigdzie pomocy, bałam się że wykaszlę oczy, że mi wezmą i wypadną…
Żarty żartami, ale naprawdę nie mam pewności, czy się nie poluzowały. Jeśli kiedyś przestanę kaszleć, to się przejdę do okulisty, niech on to lepiej sprawdzi.

Ale najgorsze jeste to, że kaszlę również w nocy. Bolą mnie mięśnie brzucha, opony mózgowe i mam zwidy z braku snu. Na moim nagrobku proszę wyryć UMARŁA W STRASZNYCH MĘCZARNIACH.

Mojej przyjaciółce urodziły się koty. Trzy.
W czasie porodu miałam gorącą linię, hot-line i biuro obsługi klienta w jednym.

- Cześć! Boże boże! ZORA rodzi! Ewaaaaa jezuuuu.. boże boże.

albo:

- Ewa ewa! Cześć to znowu ja! Nie wiem co robić, wyszły na razie trzy, ale wiesz pochwa zwarta wydaje mi się że poród się zakończył. CO SĄDZISZ?! Bo ja nie wiem czy ona urodziła łożysko. Czekam na to łożysko. Ale wiesz może ona je już urodziła, bo mnie trochę nie było.
- No dobrze kochanie, jeśli urodziła to gdzie ono jest?
- O boże Ewaaaa, no ZJADŁA JE. Koty zjadają swoje łożysko.
NIE WIEDZIAŁAŚŚ??

(btw wątróbki, które planowałam usmażyć wieczorkiem z cebulką poszły się jebać, fenkju gut najt)

A także, seria smsów:
„Jeden chłopczyk, dwie dziewczynki!”

„Jestem zajebiście wyspana. Zora przyniosła mi dzisiaj o 5 rano koty do łóżka
w pysku i sobie poszła!”

„Chyba pójdę na macierzyński.”

Oraz to:
- Ewa ewa! Cześć to ja! Bożeeeeeee, dam ci je do telefonu POSŁUCHAJ:
- piiiiii piiiiiii mił mił mił
- Booooooże słyszysz to?

Kocham ją.
:*

Moja mama załatwia dzisiaj rzecz NIEMOŻLIWĄ-DO-ZAŁATWIENIA.
Jest właśnie w trakcie wykonywania dwustu dwudziestu telefonów w różne ważne miejsca i USTALA.

Pamiętam moją mamę w różnych akcjach…
Np. takie lata osiemdziesiąte, komuna – mama POSTANOWIŁA POJECHAĆ DO TURCJI BARDZO OKAZYJNIE. Miała tylko JEDEN MAŁY problem – brak paszportu. Wyjazd za parę dni, dom stoi odłogiem – mój cudny tata naukowiec po kilku latach właśnie niniejszym tadaaamm skończył go budować. Bo budował sobie wieczorkiem, po wykładach, tak sobie pykał, powolutku jak to MÓJ TATA.
I właśnie się wprowadziliśmy. Kuchenka na butli. Kartony.
A moja mama postanowiła PRZEJECHAĆ SIĘ do Turcji.
Nie mieliśmy jeszcze telefonu, wzięła mnie za rękę i poszłyśmy do domu obok,
do naszych nowych sąsiadów:
dzień dobry czy mogę skorzystać z państwa telefonu? właśnie się wprowadziliśmy o tu obok wie pani, o jaką pani ma śliczną córeczkę ja tez mam taką śliczną Ewunię – dziewczynki pobawcie się, gdzie jest telefon? w kuchni? o dzień dobry panu, smacznego, MUSZĘ TROCHĘ PODZWONIĆ, usiądę sobie tak z boku,
proszę jeść.

Wypadki potoczyły się szybko. Pani w urzędzie poinformowała mamę, że trzeba czekać pół roku, kierownik sekcji powiedział to samo, potem kolejno – naczelnikowi, dyrektorowi, WO JE WO DZIE i wszystkim świętym w naszym mieście też było-bardzo-przykro-ale-trzeba-czekać.
Trochę ją to zirytowało, ale też zmobilizowało do DALSZEGO DZIAŁANIA.
Nie minęła godzina, a moja mama Agnieszka córka Haliny i Jana rozmawiała
z ambasadorem Turcji czy jakimś innym konsulem – już nie pamiętam – i klarowała mu, że to jakiś ABSURD i że ona – Wolna Osoba – chce do Turcji wyskoczyć i żaden IDIOTA wojewoda nie będzie jej OGRANICZAŁ w jej prawach i w ogóle co to za kraj w jakim jej przyszło żyć…
i potem to pamiętam, że USTALIŁA że jutro rano on będzie miał jej dokumenty wszystkie potrzebne i zdjęcie na biurku – jej koleżanka, pani J. mu doniesie,
bo ona je dzisiaj jeszcze nada na pociąg te dokumenty wszystkie potrzebne. Ambasador bardzo się zmartwił, bo powiedział, że pod ambasadą są okropne kolejki i nie ma szans, bo panią J. zjedzą żywcem jeśli spróbuje SIĘ PRZEDRZEĆ
i nawet on jej nie pomoże, bo on się boi tych ludzi bo oni są bardzo ZDETERMINOWANI i nawet zdarzają się ZASŁABNIĘCIA tak uparcie stoją.
Ale moja mam Agnieszka powiedziała żeby on nie stwarzał problemów tam gdzie ich nie ma, że przecież na przykład pod każdą ambasadą jest PŁOT i niech on kogoś pośle do tego płotu, koleżanka poda te dokumenty, wróci za godzinkę i oni jej dadzą ten paszport. PROSTE.

Proste. W trzy dni od tej rozmowy miała paszport w domu.

P.S. Ona jest teraz w amoku załatwiania – anybody needs anything?


  • RSS