all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

na dobranoc

10 komentarzy

Jest późno, wiem, ale miałam przemyślenia w wannie.
Ten tydzień należał do dziwnych umówmy się.
Zaczęło się od smsa,
który jednym krótkim cięciem zakończył niedzielną sielankę.
Piotrek ma rację, świat oszalał,
ludzie komunikują się wyłącznie za pomocą smsów.
Rozstają się poprzez smsy… smsowo wyznają sobie miłość…
W eterze krąży wiele ważnych informacji.
Informacji o sprawach życia i śmierci.
Komórka robi ciche bip w niedziele o 16,
i CZYTAMY że ‘D. NIE ŻYJE’.

Więc, ten tydzien niech się już skończy. Proszę.

I nie chcę już słuchać o depresji, nie chcę.
Depresja jest modna w stolicy obecnie, jak chusty arafatki piętnaście lat temu.
Nie zgadzam się. Nie chcę tego słuchać.
Nie rozumiem.

Zadzwoniłam do Hanki, wytłumaczyła mi. Idę spać.

Nie ma mnie.

Do odwołania.

Przepraszamy za usterki.

soso na niedziele

4 komentarzy

Dobrze, przemyślenia przemyśleniami, ale mamy weekend i należy odpoczywać.
Myśleć będę od jutra.
No więc (nie zaczyna się zdania od więc tsssssssssssss) ;;))
Najpierw w piątek zrobiłam jeść. Zjedliśmy.
Nie wiem jak nazwać to co zrobiłam.
Może czosnkowe wariacje na temat makaronu bym to nazwała.
W sensie grypa szaleje i trzeba jeść czosnek.
Tzn. nie wiem czy zeszklony na patelni z cebulką, słonecznikiem i boczkiem
też chroni przed grypą. Ale wydaje mi się że tak. Szczególnie boczek.

Dobra i to by było na tyle z weny pisarskiej na dzisiaj.
Jestem głodna.
Ide budzić P. bo ajm sory ale do śniadań niedzielnych ręki nie przykładam.
Tak sobie go wychowałam.
Czy sam się wychował.
Już nie pamiętam.

Matko boze wez jaka jestem głodna.

Ide budzic.

Mam tak, że mój nastrój w pracy i w ogóle w ciągu dnia
determinuje droga do pracy.
Budzę się w samochodzie zwykle dopiero na drugim skrzyżowaniu,
słucham trójki i jadę.
I różnie to bywa.
Bywa, że energia mnie rozpiera i frunę, bywa, że nic mi się nie chce,
bywa że jadę wkurzona.
Ale dzisiaj mnie tak nastroiło refleksyjnie coś.
Przepuszczałam przechodniów na pasach,
jechałam jednym pasem całą drogę i rozmyślałam.
O wszystkim, o sensie życia, o celach…
po raz milion ósmy przeorganizowałam priorytety w moim życiu
i takie tam.
No i w ogóle tak jechałam i jechałam i nagle zrozumiałam wszystko.
Normalnie wszystko, facetów, moją mamę, sąsiadkę z góry…
w ogóle ludzkość zrozumiałam.
I naprawdę wyszło mi, że jesteśmy sami na tym świecie.
Czy dołuje mnie to? Nie, wcale mnie to nie dołuje.
Bo wiem, że jutro o tym zapomnę.
Obudzę się po nocy jak co dzień i nic nie będę pamiętać.
I jak co dzień będę walczyć z tym wszystkim co dzisiaj zrozumiałam.

Bez sensu w sumie.

PEAN

4 komentarzy

Ponieważ, wszyscy już napisali wszystko.

To ja chciałam tylko dodać, że tuż przed imprezą,
odbyłam z hanią podróż sentymentalną wgłąb siebie w wannie.
Bo DOKŁADNIE ROK TEMU, właśnie na tej imprezie legendarnej,
poznałam ją a ona mnie. CZUJECIE JAKI CZAD?
Normalnie leżałam w tej wannie itp., hania się malowała
i przymierzała rózne bluzki
i wspominałyśmy.
Weźcie, czujecie prawda.

Zdarzają się takie dni w życiu każdego człowieka, że się od rana nic nie udaje.
W życiu soso jak wiemy, takie dni stanowią przeważającą część,
ale nikt nie jest idealny (ktoś jest? palec do budki).
Czasem jest tak, że zdarza się coś spektakularnego – zwykle z kluczami
i trzeba wołać ślusarza.
Ale głównie i najczęściej przytrafia się pasmo małych niepowodzeń.
Na przykład czegoś się zapomina wziąć,
co jest akurat potrzebne i trzeba się po to wrócić do domu
i wtedy się zapomina jeszcze czegoś innego, bo się to zostawia np. na umywalce,
bo jak się wróciło do domu po tamtą pierwszą rzecz,
to się postanowiło iść do łazienki zrobić siku,
i jest się w paltociku i rękawiczkach i robi się człowiekowi GORĄCO
i trzeba już szybko wyjść, i jak się myje ręce,
to dzwoni w kieszeni komórka i wtedy się ją odbiera i się rozmawia
i się wybiega z domu, bo się jest spóźnionym i w ogóle jest naprawdę gorąco.
Zamyka się drzwi, rozmawia się przez komórkę, zbiega się ze schodów,
idzie się do samochodu, szuka się klucza w kieszeni, rękawiczki wypadają z ręki,
wpadają do błota, nadeptuje się na nie, bo się ich nie zauważa.
Zauważa się, klnie się (jasne, skórzane, do wyrzucenia).
Nie znajduję się kluczyków od samochodu, klnie się.
Wraca się do domu, szuka się kluczyków,
nie pamięta się gdzie są, nanosi się błota, znajduje się.
Dobra. Jedzie się do pracy. Zmienia się pasy w pośpiechu, za każdym razem źle.
Jedzie się dwa razy dłużej niż normalnie.
Dojeżdża się, wysiada się, idzie się do pracy.
Obcas więźnie w płycie chodnikowej, i wtedy się gubi fleka.
Nie zauważa się tego.
Wchodzi się do pracy, i wykręca się piruet na kafelku, butem bez fleka.
Wszyscy patrzą.
Jest się bardzo złym.
Pracuje się.
Po godzinie uświadamia się sobie,
że w końcu nie wzięło się z domu tej pierwszej rzeczy po którą się wróciło.

Każdemu się zdarza prawda?
NIECH KTOŚ WYTŁUMACZY MOJEMU MĘŻOWI.

***

11 komentarzy

Posłuchajcie mnie bardzo uważnie.
NIE BYŁO MNIE.
NORMALNIE MIAŁAM GOŚCI.

Tych z winnic, przylecieli z winem.
MAM CZARNĄ DZIURĘ.
Ale nieważne.
W pracy nie było mnie dwa dni.
Pomalowali mi gabinet ;)
Wybrałam sobie kolor przed urlopem – żółty jesienny liść…
Niestety… po powrocie zastałam laskę wanilii na ścianie.
(TAK, SĄ TAKIE KOLORY PANOWIE) .
Kazałam przemalować.
MAM TERAZ ŚLICZNĄ BRZOSKWINIĘ.
W sam raz do biura. Siedzę tu i wszystko pomarańczowe.
Fajnie.

A w weekend.. w weekend usiądę z hanką na balkonie,
będziemy malować paznokcie,
przyjedzie tszecia (z liśćmi na głowie) (aaaaaaaa),
basia z winem…
będziemy siedzieć zawinięte w koce, patrzeć w dal na wierzby płaczące,
wiatr będzie hulał… (aaaaaaaa)
kto wie, może spadnie śnieg i będzie SKRZYPIEĆ (aaaaaaa)

boże ZUPEŁNIE JAK W JAKIEJŚ KANADZIE

BREAKING NEWS

21 komentarzy

Fuckty są takie, że poszłam do fryzjera. Ponieważ jest jesień oraz bo tak.
Fuckty są takie, że włosy wyszły takie siwe, trochę niebieskie,
generlanie jakby jasne, słowem znowu jestem blondynką.
Niezbyt piękną c h w i l o w o
ale czy ja kiedykolwiek wyszłam od fryzjera zadowolona?
W sensie czy byl jakikolwiek fryzjer w moim życiu,
który by mi czegoś nie spierdolił?
No był? (to jest pytanie retoryczne)

Spojrzałam przed chwilą w lustro……ide kurwa wpaść w histerie do kibla.

CHYBA KUPIE SOBIE KASZKIET.

Synek zwraca się do mamy:
- Mamusiu daj mi ciasteczka.
- Dobrze, ale umyj rączki.
- Mamusiu ale ja nie mam rączek!
- Nie ma rączek nie ma ciasteczek.

Oraz czy ktoś mógłby zdjąć z Hotelu Metropol tego
OLBRZYMIEGO PAJĄKA NA PIĘĆ PIĘTER.
Bardzo proszę.
Pająk jak żywy, czarny, chyba włochaty, nie wiem dokładnie,
ale prawie przejechałam staruszkę z przerażenia.
Zdejmijcie tego pająka do cholery. Co za miasto.

Rozmawiają dwa pączki:
- Wiesz co, złożyłem papiery na SGH.
- I co, przyjęli cię?
- No coś ty, pączka?


  • RSS