all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2003

Dzień dobry państwu, dzisiaj w drodze wyjątku, będzie o niczym.
Mam dzisiaj na sobie białą koszulę, czarne spodnie, włosy upięte.
I taka nudna, czysta i upięta
jechałam dzisiaj do pracy brudnym samochodem.
Ktoś mi wczoraj, na masce, palcem, napisał BRUDNA DUPA.
Bardzo śmieszne.
I jechałam jak idiotka dzisiaj z tą dupą i zerowym poczuciem humoru.
I jeden autobus stał z boku na światłach i zaczął trąbić i mi machać i się śmiać.
A ja, jak skończona kretynka i nadęta paniusia pokazałam mu fuck you.

Matko jaki ze mnie burak cukrowy.

Poproszę o lincz.

Boże jak ja lubię te wszystkie teorie o inteligencji emocjonalnej.
Ale w sensie, że naprawdę lubię, nie z przekąsem tylko lubię.
I owszem jestem już za duża – tzn. mała ale duża,
na dokonywanie życiowych odkryć,
że faceci są z Marsa, a kobiety z Wenus
i w ogóle że nasze mózgi się różnią. Wiem to już.
Przekonałam się sto dwadzieścia pięć razy.
Ale z najnowszych teorii najbardziej podoba mi się ta która głosi,
że mężczyźni funkcjonują w warunkach łagodnego autyzmu.
Mają swój świat. SWÓJ. JA KRÓL. JA SŁOŃCE.
Ty – planeta, kometa, mgławica, ewentualnie księżyc. Zależy.

Ale chodzi o to, że gadałam z P. o dzieciństwie,
bo przejeżdżaliśmy koło trzepaka jakiegoś i się wzruszyłam.
I w ogóle zaczęłam wspominać. No bo halo. TRZEPAK.
KTO Z WAS NIE ROZWALIŁ SOBIE GŁOWY SPADAJĄC Z TRZEPAKA?
Matko, no kto. Bo ja trzy razy. No i ten mi mówi, że weź, że on nigdy.
Że on w ogóle nie wychodził na podwórko, bo nie miał czasu.
Bo od 7 roku życia był trochę zajęty. Pfff! no proszę was – sportem!
No ok, niby na 6.30 trening, potem szkoła i potem obiad i o 18 trening.

- No weź, nie byłeś nigdy na trzepaku? Weeeeź!
- Byłem raz, ale wydało mi się to beznadziejnie nudne. Wisiało się głową w dół.
Bez sensu.
- Matko, co za dziecko wojny. I w ogóle nie miałeś kolegów na podwórku?
Wiesz, nie byłeś w żadnej podwórkowej bandzie? Matko. Bieeedny.
- Przestań, wyszedłem raz, i chłopaki bawili się w wojnę, to podszedłem
i spytałem czy mogę się pobawić z nimi.. ale oni mnie kompletnie nie znali
i kazali mi biec szybko za taką górkę i tam się schować i czekać,
to pobiegłem i się schowałem, a oni wzięli i uciekli.
- MATKO, BOŻE, BIEDNY, MATKO – serce mi pękało weźcie.
- MATKO I CO BYŁO CI PRZYKRO? PŁAKAŁEŚ? CO ZROBIŁEŚ?
Spojrzał na mnie jak na ufo:
- Nic nie zrobiłem, poszedłem do domu po rower i jeździłem sobie na rowerze.

Zgubiłam puentę. Ale to nic. Faceci są dziwni.

Dzisiaj w nocy byłam bardzo zajęta.

Nagrzmociłam się wieczorem koniaczkiem jak stary, angielski pierdziel.
No i jak się nagrzmociłam to odwiedzałam ludzi w ich snach.
Proszę was tak, jeździłam po całej Polsce.

Nasz eks ma dzisiaj urodziny i basia zadedykowała mu notke:
KLIKAĆ MI, ALE RAZ

Byłam w Ko.
Moja mama mnie czasem przeraża – umówmy się, że jest dziwna
i ma zdolności nadprzyrodzone albo przynajmniej jest uparta.

No jest ogólnie fajna, śmieszna i BARDZO SZYBKO MYŚLI
i nikt za nią nie nadąża, ona sama tez nie, ale to nic.
I ma w życiu różne misje i pomysły i w ogóle lubi rządzić
(dlatego jak do nich jadę, musimy się pokłócić sto dwadzieścia pięć razy,
najlepiej od razu na wejściu, ale ma to swoje dobre strony,
bo potem jest spokój na parę godzin i mogę z tatą obejrzeć romeo mast daj
i napić się piwa)

Ale chciałam opowiedzieć o rękawiczce.
Mam rękawiczki bez palców, jestem z nimi związana, kocham je, są fajne.
Zgubiłam jedną. ROZPACZ.
Dużo jeździliśmy po mieście tego dnia, byliśmy w wielu miejscach –
NIE MA BATA NIE PAMIĘTAM GDZIE MOGŁA MI WYPAŚĆ,
BO BYŁA CAŁY CZAS W TOREBCE MOŻE MI KTOŚ UKRADŁ.
Matka popukała się w czoło – weź sobie odtwórz po kolei,
tak jak cię zawsze uczyłam, że trzeba sobie odtworzyć.
No to zaczęłam odtwarzać – market, czapkarz, apteka, monopolowy,
ale że bez sensu jest już późno, jestem głodna, chodźmy do domu, bez sensu,
przecież w życiu się nie znajdzie, no już trudno, bez sensu, trudno.
Nie nie! Nie bez sensu, absolutnie nie, ona na pewno leży na ulicy,
albo leży na murku, albo płocie, na pewno, bo ona – moja mama,
WIELOKROTNIE WIDZIAŁA samotne pojedyncze rękawiczki
leżące na murku albo wiszące na płocie albo szaliki,
tylko nikt po nie nie wraca,
BO LUDZIE SIĘ PODDAJĄ ZA SZYBKO
(tu był mały wykład na temat ludzkości).

Pojechaliśmy w parę miejsc, było nudno, rękawiczki oczywiście nie było,
za to było ciemno i bez sensu i wiatr hulał po ulicach z liśćmi.
I wtedy mama przypomniała sobie, że nie sprawdziła jednego murka.
W pierwszym miejscu! A tam był murek! Ona pamięta!
A ludzie zawsze odkładają walające się rękawiczki i szaliki
na pobliskie murki, ile razy ona ma nam to powtarzać.
I CZY MOŻEMY WRÓCIĆ W PIERWSZE MIEJSCE
I CZEMU SIĘ NA NIĄ KRETYŃSKO PATRZYMY
I ŻE MAMY SZYBKO ZAWRACAĆ I NIE MARUDZIĆ.
No zupełnie nie wiem czemu patrzyliśmy na nią kretyńsko.
Rękawiczka oczywiście leżała tam na murku, oczywiście że tak.
Cała w błocie owszem,
ale KTOŚ JĄ KURNA ODŁOŻYŁ NA TEN PIEPRZONY MUREK.
Siedzieliśmy w samochodzie, a mama biegła do nas machając rękawiczką,
a wiatr hulał w jej włosach.

A WSZYSTKO DLATEGO, ŻE LUDZIE SIĘ PODDAJĄ
I ZAWRACAJĄ Z DROGI, BO TRACĄ WIARĘ
A ZAWSZE NA KOŃCU KAŻDEJ DROGI
NA KAŻDEGO CZEKA JEGO RĘKAWICZKA.

Tak moi drodzy.

ku ku

2 komentarzy

A ku ku :o)

Kupiłam sweter.
NO O BOZE NO.
Miałam potrzebę kupienia swetra w poniedziałek bo byłam ranna.
Ale niestety w poniedziałek mi się trochę nie udało,
albowiem zadzwonił P. gdy już już wchodziłam do sklepu,
że czy mogłabym pojechać do domu szybko
i tam w tej szafce takiej jednej w szufladzie leżą
zapasowe kluczyki do jego samochodu
gdyż on właśnie zatrzasnął oryginalne w bagażniku
i nie wie co teraz.
I czy jestem zła i czy rozumiem,
że on jest taki wściekły na siebie no…..
Kto, ja? Czy rozumiem?
‘Proszę cię, tak?’
- powiedziałam mu tylko.
I pognałam po te klucze.
BEZ SZEMRANIA.

ALE BOZE NO, NIE O TYM CHCIAŁAM.
Chciałam się tylko spytać czy to prawda, że jak się wsadzi sweter
do ZAMRAŻARNIKA NA 5 H i potem wypierze
to on się nie będzie mechacił?
Bo mi wczoraj pani w sklepie poradziła.

Garść rad,
jak pozbyć się bólu brzucha w poniedziałek rano.

W celu wykonania zadania, potrzebne są:
1. ból brzucha
2. rano
3. mokro
4. szafka kuchenna

AD):

1. W niedzielę w nocy – trochę po godzinie 23 – jemy kolację,
składającą się z dwóch słoiczków grzybków marynowanych teściowej
i jednej puszeczki oliwek nadziewanych.
To wszystko.

2. Rano w poniedziałek boli nas brzuch.

3. Zwijamy się z bólu i idziemy pod prysznic.
Bierzemy prysznic. Strasznie cierpimy. Wychodzimy z kabiny.
Dajemy kroka po ręcznik, i wywijamy orła na mokrej pięcie do tyłu,
klasycznie, spadając na posadzkę tłukąc sobie tyłek. Coś chrupie.
Skupiamy się na tyłku, sprawdzamy czy nie połamany.
Generalnie boli, jednak NIE PRZYĆMIEWA bólu brzucha.
Chce nam się też trochę wymiotować od wstrząsu.
Cierpimy.

4. Zwijamy się z bólu. Ubieramy się, suszymy włosy.
Idziemy do kuchni. Chcemy się napić wody, sięgamy po szklankę
i spuszczamy sobie szafkę na głowę. Padamy. NIE CZUJEMY JUŻ NIC.
Wstajemy, stoimy i nie rozumiemy gdzie jesteśmy.
Zaczyna nas boleć czaszka. Idziemy do lustra,
przyglądamy się jak nam rośnie głowa z przodu.

I owszem, mieliśmy może wstrząs mózgu
i boli nas cała głowa POTWORNIE
i wiruje cały świat (na żóóóóóółto i na niebieeee skoo),
ale nie boli nas już brzuch.
Oszukaliśmy układ nerwowy.
Wuala.


  • RSS