all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

Z facetem trzeba jak z psem.
WYTRESOWAĆ.

Mam urlop, wyspałam się nieprzyzwoicie.

Zapomniałam wam wspomnieć, że byłam u fryzjera.
Jestem brunetko-szatynką z grzywką i jest ok.

Dobra idę do miasta, bo w chacie nudy. Kupię jakieś prezent może.
PEDIGREE PAL KURWA MAC .

Co jest, chcesz w ryj.
_187403_n.jpg

Spieprzaj mi z tym aparatem. FUCK YOU.
_187406_n.jpg

Matko, tera mi pewnie robi zdjecie na tle krzesla. Ciekae po co. Ff.
_187409_n.jpg

(tak se przegladam zdjecia z wakacji, skrzydelka sie dusza,
piwko chlodzi, za oknem srajacy deszcz, jakoś tak dziwnie.)

Ale ogolnie fajnie.

Normalnie wczoraj odkryłam sklep. Nie, nie z kosmetykami, ani nic. Normalnie spożywczy.

No bo lista zakupów urosła, lodówka zieje pustkami, artykułów pierwszej potrzeby brak. Parówek, musztardy, śledzi w sosie koperkowym brak. Mleka, kefiru, wody i piwa brak. No pfffff przebalowaliśmy cały weekend i się dziwię, że w chacie syf i nie ma co jeść. Jak to mówi mój tata „zdziwko cie chapło moja panno co” No chapło ojciec, trza jechać po parówki i w ogóle po mięso na obiad. Karkówkę czy coś. No i odkryłam ten sklep. Parówek i mięsa jakby mało, za to trzynaście półek z małżami, krewetkami i innymi ravioli. Podzielony w ogóle ten sklep na strony świata jak gdyby. No bo sprzęt do sushi, jakieś wasabi stoją, sashimi, zioła i przyprawy do nasi goreng, sosy sojowe, 125 rodzajów makaronów, a z pasztetów to tylko ekhm FUA GRE – też 125 rodzajów. I wogle. Stanęłam przed półką z serami i mi pachnie – bo ustalmy poszłam na głodnego robić te zakupy. Szczyt głupoty. Ale mnie tak jakoś zniosło na półkę z małżami. Matko wielkie słoje ABBY sto dwadzieścia pięć rodzajów małż. I czuje, że jeśli ich zaraz nie zjem, tych w sosie prowansalskim to umre. Chwyciłam słoik i biegnę do kasy marząc o nich, kubki smakowe na języku WZBIERAJĄ po drodze w amoku chwytam z półek wszystko co tam miałam na liście do kupienia, chleb na tosty, bułki, masło, jakiś ser – obojętnie który naprawdę, morlinki, berlinki, proszek do prania, woda, mleko, cytryny, biegnę do kasy. Biegnę do samochodu i pędzę do chaty. Garaż. Klatka, ręce mi urywa od tych siat. Wpadam do domu, wszystkie zakupy się rozsypują i toczą po podłodze. Nieważne. Najważniejsze, że w końcu stoję w kuchni po ciemku w kurtce ze słoikiem w łapie i zjadam te cholerne małże. Na to oczywiście wszedł P. Zakupy rozwalone, półmrok, i ja z tym pustym słoikiem kończę przeżuwać właśnie z łyżką w ręku. Weźcie.
I wogle weźcie nie jestem w ciąży, mam tak czasem. To zamiast PMSa.

mam aktualnie histerie
jezu ile pracy
zawalam terminy i w ogole mam histerie
nie nadaje sie do pracy
i w ogole
mam histerię, że o czymś zapomniałam czegoś nie zrobiłam
ze trzeba pamietac tyle rzeczy

zapisuje wszystko na karteczkach
i mam ich już 12 tysięcy w nowej torebce
wielkości walizki

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
mam straszna histerie sory
grudniową.
psoko
zawsze tak mam.

Nic nie ma sensu. Czy raczej wszystko nie ma sensu.
Nie wiem do końca, czy nic czy wszystko.
Chce mi się spać. I to wszystko co mi się chce. Nic więcej.
To w końcu nic czy wszystko? Nie wiem. Nic już nie wiem.
Wszystko jest zagadką.
Nie pamiętam drogi do pracy, nie wiem jak się tu znalazłam.
Ale na pewno tu siedzę. To jedno jest pewne.
Siedzę i od dwóch godzin patrzę tępo w drukarkę.
Życie to bezsens. Chcę żeby świat się dzisiaj skończył.

Palec do budki…..


  • RSS