all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004

Umieram.
Umieram – już albo lada chwila umre.
Jestem chora na kaszel i katar.
Ale ustalmy pewne fakty –
czy tydzien temu była komunia bratanko-siostrzenco-kuzyna-syna?
Była.
Było 7 stopni celsjusza temperatury i zacinal deszcz?
NIE INACZEJ!
Czy bylam ubrana odpowiednio do pogody?
TJ. W RAJTUZY, BARCHANY, SZALIK
I CIEPLE BUTY MIALAM NA SOBIE?
Nie nie nie.

Golutkie nogi, pol bose stopy,
smieszna mala sukienka. Naprawde zalosne.
Brakowalo tylko woalki.
- Ty! Ty chcesz tak isc? Nic wiecej na siebie nie wkladasz?
Widzisz co się dzieje na dworze? Dobrze się czujesz?
Na glowe upadlas?
dopytywal się p.
- Oczywiście ze tak ide! Nie powstrzymasz mnie!
Wlasnie ze tak pojde!
tupnelam gola noga

No nic. Podjechalismy pod kosciol, otwieram drzwi od samochodu,
wszystkie oczy na mnie (tesciowa!!), wysiadam.
Wysiadlam. Wszystkie oczy na mnie i rozmowy milkna.
Kolyszacym krokiem podchodze do nich i witam się wyniosle.
Troche mnie telepie z zimna. Ale nic.
Czuje się jak zła cioteczka Dżili (ktos ją jeszcze pamieta?)
i jestem z siebie strasznie dumna.

Final był taki, ze komunia trwala 3 godziny,
kosciol był z kamienia i zaprawde panowala w nim
mila i ciepla atmosfera 4 stopni.
Wyszlam stamtad CALA SINA. Sine palce, sine usta, siny nos.

Totalna kompromitacja.
Super.

Koszulka z napisem
NEVER
JUDGE
A GIRL
BY HER
T-SHIRT

- sprzątam i pieke karkowke

O,

19 komentarzy

TAK SIE CZUJE O:

3.jpg

leave me alone

Wczoraj wprowadziłam nowy element do swojego życia.
PRACĘ NA ROLI.
Przesadziłam kwiatki. Juke i fikusa.
Czy ktos wie, czy ktos umie mi pomoc i zapewnić mnie, że one nie umrą?
Z juki wytrzepałam całą ziemie z korzenia i zostały – błagam – tylko takie wąsy.
No przysypałam to wszystko nową ziemią, ale nie wiem.
Podjade dzisiaj do ogrodniczego, zapytam czy jest cos mogę dla niej zrobić,
czy jeśli rozwaliłam ten węzełek z korzeni pod którym miala ziemie, to..
TO TERAZ PROSZĘ PANI, LEPIEJ JĄ DOBIC ŻEBY SIĘ NIE MECZYLA.

Jestem zrozpaczona. Siedze tu ale mysle o nich ciagle.
I jeszcze je rozdzielilam, matko, pewnie tesknia za soba. Konają i tesknią.

troy

10 komentarzy

Wczoraj – TROJA.
Oniemiałam (dialogi).
Litości.

Helena do Parysa:
- Byłam nikim zanim cie poznałam, byłam duchem, moje życie było puste…
tylko jadłam, spałam i kąpałam się w morzu.

Albo stoją w oknie, patrzą w niebo, wojna za pasem.
Parys do Heleny:
- Ucieknijmy. Pojedźmy na wschód.
Będziemy szczęśliwi, będę łowił, polował, zabijał zające.

Za to Hector tak piękny, że można skonać.

ZNACIE JAK KUPOWAŁAM BUTY W PRADZE?
ZNAMY!
TO POSŁUCHAJCIE.

Podczas pobytu w Pradze wypuściłam się na miasto.
Tzn. docelowo wypuściłam się z książką na słynne, piękne i wspaniałe
Wzgórze Petrin (WZGÓRZE PETRIN – HIGHLY RECOMMENDED),
ale na drodze stanęły mi sklepy.
Słońce świeciło, kasztany kwitły, ptaki śpiewały, wstąpiłam do jednego,
naprawdę niedużego, którego szyld wyjątkowo nic mi nie mówił.
Ot sklep z butami, który przykuł moją uwagę sandałkami z wystawy.
Weszłam. Good morning. I przepadłam.
Jakie piękne buty!
ZA DWA DNI MAM URODZINY KUPIE SOBIE TE SANDAŁKI.
DOBRZE ZE WZIELAM KARTE KREDYTOWA.
CIEKAWE CZY TO OSTATNIA PARA? A ILE KOSZTUJA?
O TU JEST CENA. BEZ SENSU I TAK NIE WIEM ILE TO JEST.
SZLAG NIE ZNAM PRZELICZNIKA.
ALE KIJ TAM – MAM URODZINY.
Idę do kasy, wyciągam kartę.
Waham się.
JENY NIE WIEM. A MOŻE JEDNAK CZERWONE?
CZY CZARNE?
MATKO NIE WIEM. MUSZE SIĘ Z TYM PRZESPAC.
PRZYJDE JUTRO.
Chowam karte. I’ll be back. See you.

Wieczorem siedzimy na starówce, pijemy piwo mówię mu
- Już wiem co chce na urodziny. Nic wyszukanego. Sandałki.
- Sandałki?
- No. Uhm. Tak. Jutro ide kupić. Nie mogłam się zdecydować na kolor dzisiaj.
- Ale jak wygladaja? Ile kosztuja?
- No takie sandalki na paski. Na obcasie. Kobiece. Fajne… a wlasnie!
Kompletnie nie wiem jak stoi korona czeska.
Kosztuja dziewietnascie tysiecy koron. Ile to jest?
P. blednie. Krztusi się piwem. Prawie ginie.
W ostatniej chwili udaje mi się go odratować
jednym mocnym uderzeniem w plecy.
Odzyskuje głos
- To jest trzy tysiace zlotych kochanie.
Spadam z krzesła. Aua.

haj

12 komentarzy

nowy lejaut by rog
w wawie srający deszcz

to wszystko.

Dzisiaj pełnia i przysięgam ze mam myśli samobójcze.

Długi weekend okazał się tygodniem. Puściliśmy się do Pragi.
P. regularnie do roboty, ja książka pod pachę tenisówki do torby
i ahoj przygodo. Ahoj przygodo oraz musze zrobic cos ze swoim zyciem
tak dalej być nie może. Rzuciłam wyzwanie hotelowej siłowni.
Codziennie rano o 10 – dobryden, ahoj, good mornig – trenerka,
ładna blondynka (właściwie to zajebiście ładna,
niestety dość trochę w stylu gwiazdy porno, ale taki już ich narodowy heritage
- wytłumaczył mi P.) – wręczała mi ręcznik i dzielnie szłam ćwiczyć.
Na siłowni – czy też w fitnesklubie, ajm sory – tabun znudzonych żon
z wyrzeźbionymi brzuchami i udami jak stal w najnowszych zestawikach
do ćwiczeń riboczka z obrzydzeniem spoglądał
na moje rozciągnięte spodnie od piżamy-udające-dresy w kolorze lajla.
No ale nic. Stawalam na bieżnie i biegłam.
(nie ma nic bardziej idiotycznego niż bieganie w miejscu na tej bieżni, wiem
ale umówmy się za chiny ludowe nie wyszłabym biegać na dwór,
zaraz mam kolke, biegne nierówno i się wywracam).
No to to by było z nowości. Trochę sobie pobiegałam.

Aha, kupiłam sobie absolutnie przepiękne turkusowe kierpce.
Ponoć z Maroka. Takie klapki z cekinami, wiecie jakie. Piękne.
Na koszmarnie płaskiej podeszwie.
Tak płaskiej, że nie umiem w nich chodzić,
ale uwielbiam je i chcę mieć z nimi dzieci.

Po trzecie, w niedziele miałam urodziny.
Spędziłam je godnie, już w warszawie, z filmami dvd,
żarciem na telefon i winem, standardowo czekając sama nie wiem na co.
Więc coś nawet nie wiedziało, ze na nie czekam i się nie pojawiło.

No i na litość boską dzisiaj jeszcze ta pełnia.


  • RSS