all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

jest ok

17 komentarzy

Dont let the sun CATCH YOU CRYING
Cryyyyying at my back doooooor.

Uhm, SUN. Jasne.

No nic, ale wam powiem ze nawet fajnie.
Poszlam wczoraj z mokrymi wlosami spac.
Wygladam jak miotla. Ale ok. Nawet fajnie. W ogole wszystko fajnie.
Nic mnie dzisiaj nie rusza. Ubrałam szalik, rękawiczki i beret.

Doooont let the sun catch you cryyyying….

NO FUCKING WAY

Jesien! SMDVQ!

A w tak zwanym miedzyczasie bylam w lisbonie, wiecie?
Teraz na weekend, wlasnie wróciłam. Dosłownie przed chwila.
I powiem tak, Lizbona zbudowana jest ze schodow i maja tam bardzo dziwne oliwki. Wszystkie maja pestki w srodku zamiast papryki.
Na maksa dziwne.
No i ogolnie przez trzy dni jadlam , słuchałam fado i oglądałam kafelki.

Dobra ide spac. Jutro do roboty.

Brzuch mnie boli jak sto pięćdziesiąt od tego jedzenia. Ide na diete.
Rumianek i siemie lniane przez najblizsze trzy dni. Naprawde umieram.

PS. PONIEDZIALEK
Ciagle mi niedobrze. Boli mnie brzuch, strasznie umieram.
W sensie żołądek.
(ż o ł ą d e k. czy to jest jasne?)
Wszystkie moje wyjazdy z P. są wyjazdami w zasadzie JEDZENIOWYMI,
haslo: misiu odkrywamy nowe smaki,
odzew: będziemy jedli 18 godz na dobe.
i potem dochodze do siebie przez dlugie tygodnie. Wyjeżdżam odpocząć, wracam ZMASAKROWANA. Jesteśmy na mazurach?
MISIU IDZIEMY NA KIEŁBASKĘ Z RYBĄ, A NA SNIADANIE BĘDZIEMY JEDLI LOKALNA SPECJALNOŚĆ JAJECZNICE ZE 134 JAJ. NA OBIAD ZJEMY 43 PIEROGI, A NA KOLACJE 3 KILO KASZANKI Z GRILLA.
ja normalnie jem raz dziennie, zwykle obiad koło 22 i już.
W ciagu dnia pije kawe, czasem zjem kebab ALE RZADKO.
Naprawde staram się dbac żeby nie jesc za duzo naprawde.
Boooze jak mnie boli brzuch.
Pije herbate rumiankową i staram się przezyc .

(prosze i przysiegnijcie ze nie przytyje od tej ilosci utopionych w oliwie z oliwek potraw, zalanych oliwa serow kozich, ryb i chleba.
prosze, slowo honoru ze nie przytyje? blagam)

PS. 2. wotrek
NO MASZ, NIKT MNIE NIE KOCHA, JESTEM BIEDNYM OPUSZCZONYM ROBACZKIEM :(

No i poszłam tam i jeśli sądzicie,
że ta historia ma jakiś zajebisty finał, to na wstępie (mojego listu)
pragnę was (goraco pozdrowić) bezwględnie z tego błędu wyprowadzić.
To było WŁAŚCIWE ministerstwo, przepustka czekała
wszystko było super,
tzn akurat przepustka okazala się nie działać i nie otwierac bramki
i musiałam ustawić się ponownie w kolejce, bo moje negocjacje
z bardzo nerwową blondynką stojaca tuz przy okienku
i machająca identyfikatorem -„WIADOMOSCI TELEWIZJA POLSKA”,
WYKRZYKUJĄCĄ – SZYBKO CO Z TA PRZEPUSTKA, MAMY MALO CZASU, SZYBKO PROSZĘ PANI MÓJ CZAS JEST BARDZO CENNY!
I STROFUJACA KAMERZYSTE STOJACEGO OBOK – SŁYSZYSZ
CO DO CIEBIE MOWIE KAROL?! SETKA, WCHODZIMY, CIECIE!
no wiec moje negocjacje z ta pania, czy mnie wpusci przed siebie
bo chciałbym tylko wymienic przepustke, nie doszly do skutku,
po prostu wycofalam się na koniec ogonka.
I czekam, bijąc jednoczesnie jakis koszmarny rekord w czekaniu.
Ale po kilku minutach – O’LE! – jestem w środku i kluczę po korytarzach.
Klucze klucze klucze. W koncu jest. Są. Widze drzwi.
Obciagam bluzke, prasuje reka spodnie,
biore duzy wdech no-pani-barbaro-wchodze
i wchodze.
Jest super. Sekretarka się usmiecha, ja mowie
dzien dobry nazywam się bolesław prus pani dyrektor na mnie czeka.
Tak czeka dzien dobry proszę wejsc dalej.
Wchodze, TADAM, SIEDZI. I SIĘ UŚMIECHA!

(boze jak ja ją kocham, tyle razem przeszłyśmy,
teraz na pewno zaproponuje mi pracę, zostaniemy przajciolkami,
będziemy razem jezdzic na wczasy do drawska,
a nasze dzieci się ze sobą ozenią).

Noooo pani Ewo dotarła pani w koncu. Proszę usiasc przy tamtym biurku, tam już czeka kartka, przygotowalam pani cztery pytania, niech pani siada i pisze.

(moje serce rozpada się na bilion malych kawaleczkow,
ziemia osuwa mi się spod nog,
WODY!)

No i posluchajcie zdalam to, spoko, na cztery.
Pani mówi NOO PANI EWO WIDZI PANI UDAŁO SIĘ, VENI VIDI VICI,
TERAZ JUŻ TYLKO MUSI PANI STAD WYJSC – TRAFI PANI?

Baaaaardzo zabawne, po prostu bardzo smieszne.

BOZE SKONCZYLAM!!!

Pojechałam tam, po prostu wsiadłam w samochod
i pojechalam bez zadnego problemu.
Naprawdę zrobiłam z siebie niedorozwoja w poprzedniej notce,
co jest bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące dla mnie,
pomyślałam wczoraj, wydmuchując dym z papierosa,
siedząc w samochodzie pod ministerstwem
i czekając pięćdziesiątą ósmą minutę na godzinę zero.
(Cloudy! Cloudy! Dobrze? :) )

Podjechałam, znalazłam jakimś cudem wolne miejsce na Ujazdowskich, właściwie to zaparkowałam na przystanku, ale niech mi jakiś podskoczy, i dzwonie :
HALO PANI DYREKTOR
PANI EWO GDZIE PANI JEST, DZIEN DOBRY
No tradycyjnie już, mogę być za 16 sekund u pani, u ha ha ha
(tradycyjnie już? Mogę być za 16 sekund u ha ha ha? Super mi idzie, naprawde czad.)
NIE NIE, PROSZĘ SIĘ NIE SPIESZYC, MAM SPOTKANIE,
PROSZĘ BYĆ MNIEJ WIECEJ ZA GODZ.
Dobrze, oczywiście.

Taaa, proszę się nie spieszyc, czyli co mam zrobic?
OGOLNIE SIĘ NIE SPIESZYC?
WCALE SIĘ NIE SPIESZE, JESTEM PO PROSTU KURNA NA MIEJSCU JUŻ.
No nic, bardzo wolno wyciagne reke, bardzo bardzo powolutku wlacze radio, potem jeszcze wolniej opuszcze fotel i sobie poleze. Leze. Leze. Nudzi mi się. Podnioslam się. Grzebie w torebce może cos tam ciekawego znajde, nie ma nic ciekawego. A to wysle smsa. Wyslalam.
Znowu się polozylam. Patrze na chmurki jak zapierdzielaja po niebie.
No nie mogę się stad ruszyc, bo wroce i nie znajde w ogole już nigdzie miejsca do zaparkowania, wszystko az po palac w Wilanowie będzie zajete, jestem tego pewna. No nic, podnioslam się, wyprostowalam fotel. Patrze na ulice na ludzi. Wycieczka chinczykow, wszyscy usmiechnieci, czy oni się musza tak kretynsko usmiechac do wszystkiego?
O krzaczek – usmiech, o ptaszek – usmiech, o pani, o puszka po coli..
boze jakbym tak miala ze dwa granaty.
Patrze na zegarek. 32 minuty już. No dobrze to sobie zapale.
Albo nie, wejde tam i będę smierdziec papierosami.
Przeciez ja wlasciwie nie pale, a wyjde na palacza.
No ale czasem mam ochote zapalic i nie ma w tym nic zlego, mam gumy najwyzej wezme gume. I co będę rzuć jak wejde? Bez sensu. No nic, poloze sie, jednak ulica mnie denerwuje. Leze. O samolot, ciekawe dokad leci, ciekawe ile osob jest w srodku… I po co leca tam gdzie leca? Pewnie czytaja gazety, albo jedza,
ale nie, za nisko leci., jeszcze chyba nie podali jedzenia.
Patrze na zegarek, 50 minut. Wyprostowałam się, jednak zapale.
Jestem zdenerwowana. No teraz to kompletnie bez sensu, swieżo po papierosie tam iśc ale już nie mogę. Pale.
No ale smiesznie wyszo z tym ministerstwem wczoraj, zalozylam sobie ze akurat tam, ale czasem tak jest ze czlowiek tak się zatnie i koniec, ja mam tak często, ciekawe czy inni tez tak maja. Tak jasne, taki P. na bank tak nie ma, wszystko zawsze musi precyzyjnie ustalic i zawsze pyta żeby się upewnic, a ja o nic nigdy nie pytam, bo jak on to mowi – przymujesz założenia, boze jak ja to kocham, znowu przyjełas bledne zalozenie, trzeba było się zapytac, ustalic dokladnie, bla bla bla,
ale ja nienawidze nic ustalac, mam wysypke od tego. Kurna która to godzina? 56 minut. Dobra koncze fajka i ide.

Sluchajcie ja nigdy nie skoncze tej historii.
Przepraszam ide się napic kawy. Pozniej będzie drugi odcinek dobra.
Nie wiem co się dzieje.

Mam obecnie faze „egzamin”.
Weszlam w nia nagle, wykonując w zeszłym tyg. jeden,
grzebiący me nadzieje na Rekowo, telefon.
(cloudy, dobrze przecinki? ;o) )
Do pani dyrektor w jednym z ministerstw i pani profesor zarazem.
Dzwonie.
Dzien dobry bo ja bym się chciala zapytac o termin egzaminu,
bo widzi pani ja mam ten egzamin zalegly.
Proszę pani, pani Ewo, ide 9go na urlop zapraszam w polowie października i dlaczego PANI NIE ZADZWONILA WCZESNIEJ,
DLACZEGO NA OSTATNIA CHWILE?
Ponieważ widzi pani,
wydarzyly się absolutnie niespodziewane okoliczności..
które uniemożliwiły mi wykonanie prostego telefonu
do pani w lipcu czy tez w sierpniu i umowienie się z dużym wyprzedzeniem,
dzieki czemu wiedzialybysmy ze pani idzie na urlop
i łatwiej by nam było ustalic
jedynie dogodny i jedynie jedyny termin,
ale w obecnej sytuacji, ktora jest ciagle bardzo skomplikowana,
a mowimy tutaj naprawde o śmierci, pogrzebie, chorobie, szpitalu,
zalanym mieszkaniu, rozwodzie i kto wie może nawet wirusie HIV

…i ja blagam o egzamin przed urlopem.
W takim razie, w poniedziałek pani do mnie zadzwoni
i przyjedzie do ministerstwa, godz. 15. Przepytam pania.
DOWIDZENIA. JEB.

Pojechałam w poniedzialek. Koczuje pod ministerstwem.
Dzwonie co piec minut. Nie ma nie ma nie ma, nie ma jej,
zaprzyjaźniłam sie telefonicznie z polowa resortu,
ale pani dyrektor nie ma, na spotkaniu, ale lada chwila ma wrócić,
prosz się dowiadywac.

Dodzwoniłam się, alleluja, o 16.15.
PANI EWO DZISIAJ NIE WIDZE SZANS. PROSZE BYC JUTRO DOWIDZENIA.
JEB SLUCHAWKA. amen.

No to dzisiaj.
Siedze siedze pod ministerstwem. wzielam suchy prowiant i picie,
nie jest zle.
Troche się opalam na laweczce. Wydzwaniam .
W koncu po godzinie MAM JĄ!
Halo to ja.
PANI EWO MA PANI 10 MINUT ŻEBY SIĘ U MNIE ZNALEZC
BO ZA POL GODZ. MAM SPOTKANIE.
Pfffffffffffffffffffff ja tu siedze na schodkach pod wejsciem,
będę za 16 sekund.
DOBRZE TO JA DZWONIE NA DÓŁ ŻEBY PANI WYDALI PRZEPUSTKE. JEB.

Wkraczam do ministerstwa.. stuk japonka na posadzce… Jestem.
Dzien dobry poprosze przepustke.
Nazwisko.
Przerwa-Tetmajer. (Mam inne. Ale podobne. Spoko. Tez po malarzu)
Nie ma przepustki, do kogo pani.
DO PANI DYREKTOR Barbary Zalatanej,
CZEKA NA MNIE PROSZĘ SPRAWDZIC.
Nie sprawdze bo tu taka nie pracuje.
Jakto, ja z nia rozmawiałam przed minuta ona na mnie tu czeka .
Ale tu takiej nie ma, pomylila pani ministerstwa. Skad pani wie,
ze akurat w tym ministersiwe? Ona mówiła pani ze to tu?
Jakto? to nie tu? BYLAM PEWNA ZE TU.
NIE. NIC NIE MOWILA.
MOWILA ‘PANI PRZYJEDZIE DO MNIE DO MINISTERSTWA’
I BYLAM PEWNA ZE TO TU.

Wyszlam stamtąd, wsiadam do auta, jade nad wisle się utopic
i dzwonie do kobiety się pożegnać. HALO TO JA.
HALO GDZIE PANI JEST. CZEKAM NA PANIA PANI EWO.
Tak wiem, pomylilam ministerstwa.
Co?? Dlaczego?
Nie wiem. Zasugerowałam się.
Czym?
Nie wiem. (Nie wiem KURWA MAC)
…no dobrze Pani Ewo, czyli jutro, jutro ostatni dzwonek.
GODZ. 14. ministerstwo xyz. TRAFI PANI?
Tak. (nieeeeee wieeeeeeem)
To Dowidzenia.

(kocham ja)

Dobrze ide spac.
Czyli jutro.
Boje sie

hellou

4 komentarzy

Uwaga, dzisiaj troche nostalgii dla odmiany.
Popierwsze jestem straszna bałaganiarą.
Nie, umysłową nie, bardzo śmieszne.
Ubraniową. Szczególnie torebkową, paskową i stanikową.
Dlatego spędziłam rano upojne 23 minuty szukając czarnego paska,
mojego kochanego cieniutkiego czarnego paseczka bez którego, rozumiecie prawda, ani rusz do tych czarnych spodni w kant.
Niestety pasek ukryłam na tyle skutecznie,
że doprawdy….. ni chu ja go nie zna la złam.
Dlatego w końcu, lniana plazowa spodnica i ruszyłam na podbój dnia.

Na razie czekam co się wydarzy. Siedzę tu. Mam kawe. I czekam.

PS! Zostawilam komorke w domu, własnie to odkryłam.
Tzn chyba w domu.
Ale nawet jesli w domu to i tak nie wiem gdzie.
ONA MOŻE BYĆ WSZEDZIE NIE OSZUKUJMY SIĘ.
(i jest wylaczona i nie, nie można na nią zadzwonic, nie ma tak latwo).


  • RSS