all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

WŁAM RAZ

44 komentarzy

To ja może już się włamię do Ewy, bo…

aaa, bo Ewa nie mówiła wam, że wyjeżdża. No. Wyjechała bidulka. Poleciała na koniec świata na jakiś ślub czy coś. Na jakąś wyspę, co nikt jej na oczy nie widział, tylko w książkach czasem pisze, że jest taka. Może.
Ślub będzie tradycyjny, spódnice z trzciny, czółna wystrugane z palmy, tańce plemienne, takie tam. Mam nadzieję, że Ewy nie zjedzą tubylcy, i że będzie grzeczna dla wioskowego szamana, bo inaczej zrobi jej to, co temu antropologowi, wiecie.

No waśnie. Czyli ja się włamuję już teraz, bo zaraz sama wyjeżdżam. To co? Licytujemy jakieś zdjątko?

Tszecia

Za dzisiejsza noc pragne podziekowac mojej mamie
(tacie, bogu, babci, cioci i wszystkim na litere ES.)

wczoraj spokojna sobota.
Spokojny wieczor z winem, serem (ALE KURNA TAK SMIERDZACYM,
ALE TAK, ZE PRZYSIEGAM SER MIESZKA NA BALKONIE.
WCZORAJ NA CHWILE POZWOLILAM P. ODKROIC SOBIE KAWALEK
ALE TYLKO NA CHWILE JAK SZLAM WIESZAC PRANIE
- MOWIE – MASZ 7 MINUT IDZ ZJEDZ, POPIJ DOMESTOSEM
I MOŻEMY GADAC), oliwkami. I tak o.
I z 12 Małp, na którym po raz trzeci w zyciu usnelam,
na tym jak Willisa w stroju kosmonauty wystrzeliwuja gdzies,
nie wiem gdzie bo jak wysiada to ja już spie.
No nic. Budze się w polowie (Brad pitt skacze po lozkach) i mowie lekko zdziwiona
– Boze? Usnęłam?
I ide do lozka.
Spie.
Spie spie spie. Nana nana nana. Budze się nagle. Sprawdzam reka lozko. Pusto.
Zrywam się, biegne. Przelatuje kolo gabinetu
– P. siedzi przy kompie i z obłędem w oczach morduje niemcow,
przebiegam dalej lece do dużego pokoju, po drodze w kuchni
rejestruje na piekarniku godzine 4.06. Pedze po ciemku do pokoju.
Patrze na kanapy. PUSTE!!
JEZU GDZIE JEST MAMA??????
Wracam pedem, przelatuje kolo gabinetu, P. się na mnie patrzy ale nic nie mowi,
lece do gościnnego, normalnie pusto, sofa zlozona, cicho i ciemno.
Wracam do sypialni pusto. Lece z powrotem do dużego, pusto.
Stanęłam na srodku i przez chwile nie wiedzialam gdzie jestem.
Boze może lunatykuje??
Uszczypnęłam się. Auć. Ide do P. i pytam – miś gdzie jest mama???
JAKA MAMA?
Moja mama. Gdzie jest mama?
Kochanie co ty gadasz, twoja mam z nami nie mieszka.
JAK TO ? A GDZIE? (zaczynam plakac)
(Przysiegam ze stalam tam i nie wiedziałam co się dzieje,
myślałam ze on sobie robi jaja. A z drugiej strony nie wiedziałam
po co szukam tej mamy i w ogole się rozbeczałam).
I mowie – Mis gdzie jest mama sprawdzałam, nie ma jej nigdzie.
KOCHANIE TWOJA MAMA TU NIE MIESZKA (i kurna zaczyna się smiac)
CZY TY SOBIE ZARTUJESZ? WEŹ SIĘ OBUDZ.
- Jak to tu nie mieszka? To gdzie mieszka?
A on (potwor!!!!!!) – jak to gdzie?? TO TY NIC NIE WIESZ????
Znowu zaczelam ryczec i usiadlam na podłodze,
a ten nie-mam-na-niego-slow
SIĘ SMIEJE.
W koncu wstal usiadl naprzeciwko mnie i mowi
kochanie twoja mama mieszka gdzie indziej.
A ja – gdzie?
- No w innym domu, gdzie indziej, nie tutaj.
Przytulil mnie i nagle do mnie dotarlo, ze co ja wyprawiam.
P. się pyta – już? Już wszystko dobrze? obudziłaś się?
nie, nie wiem, tak . boże.
To chodzmy spac kochanie.
Poszlismy. Przyłożyłam glowe do poduszki i stracilam przytomność.
Obudzialam się niedawno – i kurna dzwonie do niej.
MOWIE SOBIE, ZADZWONIE I ZATLUKE.
- halo mama, kurna, co się tam u was dzialo?
Mama – kicia czesc, kiedy?
MAMO CO ROBILAS MIEDZY GODZINA 4 A 4.15 RANO? Ja nie zartuje.
- PF, Nic nie robiłam, pilam kawe i płakałam z nerwow
bo się balam ze nam spala dom (rodzice buduja dom)
bo jeszcze drzwi nie zalozone i każdy może wejść i podpalic
i ze nie będziemy mieli gdzie mieszkac
i siedziałam i się martwiłam co się tam na budowie dzieje. A co?
Nic, super mama, po prostu super, naprawde zupełnie nic.
I opowiedziałam jej historie.
KICIA TY SIĘ SMIEJESZ JA SIĘ NAPRAWDE BOJE O TEN DOM ,
BO JUŻ NIE MAM SILY DO TWOJEGO OJCA ON SOBIE SPI
A JA SIĘ MUSZE O WSZYSTKO MARTWIC I O WSZYSTKIM MYSLEC.
- psoko mamuś, jak widzisz
JA SIĘ MARTWIE RAZEM Z TOBA NA ZAWOLANIE.
Tylko zawolaj! 4 rano? Nie ma sprawy!
Zawsze moge zrobic rundke po pokojach i cie poszukac.

Boze kicia jakie to wszystko dziwne… a o której w koncu wpadacie?
Zrobiłam sałatkę jarzynowa dla P., wiesz, a dla ciebie knedle ze śliwkami.

Contessa

4 komentarzy

Pogoda piekna (ACZ CHLODNO).
To tyle na dzisiaj, wiecej przemyśleń nie mam.

A wczoraj?
Wczoraj miałyśmy w i d z e n i e z Księżniczką Basią.
Przyszłam pierwsza na miejsce, Ksieżniczka zjawiła się po chwili
AND I’M BEGGING YOU
– ubrana w skończenie piekny różowy angorowy golf,
zamszową marynarke, zamszowe skończenie miękkie piekne buty…
podeszła bliżej i
PRZYSIEGAM MIALA
SKOŃCZENIE FIOŁKOWE SOCZEWKI W OCZACH
POD KOLOR ROZOWEGO GOLFIKA !!
- na powitanie powiedziała tylko:
Czesc Ewka żmijo jak ty ladnie wygladasz,
masz czerwone paznokcie dobrane pod kolor paska! Jak ty to robisz??!?
:-) !!!

No jestem.

Wiecie co
Nikt nie ma takiego powolnego finiszu jak ja.
Co rano walcze z czasem
i oszczędzam cenne minuty
i redukuje czynności wykonywane przed wyjsciem,
a te które wykonuje, wykonuje coraz szybciej,
a wszystko zeby
w koncu
choc raz
moc
z podniesiona glowa przyjść na czas do pracy.
I nie przemykac po korytarzach do pokoju tylko
STUKAC GLOSNO OBCASAMI,
ZATRZYMYWAC SIĘ PRZY KAŻDYM POKOJU
I GAWĘDZIĆ ZE WSPÓŁPRACOWNIKAMI.
Dlatego walcze.
Budzik dzwoni. Ok. Snooze.
Mam jeszcze 9 minut snu do kolejnego dzwonka.
Trace przytomność na te 9 minut.
Snia mi się wszystkie sny
których zapomniałam sobie przysnic w ciagu nocy.
Dzwonek. Wstaje. I zaczynam wyścig. Lazienka, kuchnia, lazienka. Prysznic.
Wycieranie, kremowanie, suszenie włosów, lece do szafy. Ubieram się.
Stoper stop – 30 minut. Alleluja.
N o i s i e z a c z y n a.
Ide do kuchni robic kanapki do pracy
(jeśli w lodowce jest cos poza musztarda i parowkami).
Robie te kanapki (sobie i jemu wiadomo)
(ON W TYM CZASIE SPI WIADOMO)
Pakuje kanapki.
Ide do szafy, przebieram się bo mi się znudzilo to co mam na sobie.
Przebieram się stoje i patrze.
Nie wiem ile czasu mija, ale naprawde zaczynam zwalniac. Czuje to.
Ale nic nie mogę poradzic.
Ide się malowac (bardzo bardzo powoli, powłócząc nogami).
Maluje się. Zmieniam spineczki do wlosach bo te mi się znudzily.
W ogole jednak ide w związanych. Szukam gumki.
Dobrze, ide wymyslic buty.
Wymyślam buty. I zmieniam w miedzyczasie bluzke.
Dobra, to teraz torba.
Musze przepakowac torbe.
Stoje jeszcze chwile i się patrze na swoje odbicie w lustrze,
po chwili się zastanawiam dlaczego ja jeszcze nie wychodze.
patrze na zegarek.
No i kurwa czad,
znowu od wyjscia z lazienki do wysjcia z domu – 50 minut.
No ale pracuje nad tym.

A dzisiaj spowilam się w brązy.
I powiem wam, ze byliśmy w poznaniu w weekend
i pierwsza nauczyla mnie się malowac (się mnie malowac?)
No wienc, powiem wam ze czerwony cien bdb.
Serio. No i do tych brązów dzisiaj jaki cien – szary? Zielony? Blagam was. AMARANTOWY. I jest czad. Przysiegam wam zaufajcie mi.
Jak to mowi pierwsza
POLKO BĄDŹ ODWAZNA EKSPERYMENTUJ Z KOLORAMI.
No to prosz. Byscie dzisiaj padli jakbyście mnie zobaczyli.

A poza tym, co tam jeszcze.
Rodzice się mnie wyrzekli. Maz tez mnie wykańcza.
Wiem jestem slabą jednostką a nie silną. Wiem.
I co w związku z tym mam niby zrobic?


  • RSS