all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

W przedziale pociągu opowiedziano dowcip o pewnym podróżnym,
który spadł z górnej kuszety.
— Co to za hałas?
— Palto mi spadło.
— To dlaczego tak gruchnęło?
— Bo nie zdążyłem z niego wyskoczyć.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a najgłośniej śmiała się jedna blondynka.
Kiedy wreszcie skończyła, zapytała opowiadającego:
— A gdzie oni jechali?

Siedze na otomanie z laptopem na brzuchu
i tak sobie surfuje bezmyslnie po necie.
(czy ja moge siedziec z laptopem na brzuchu wogle?
komus sie plemnicki nie przegrzeja? wiecie cos na ten temat?
dobra. podlozylam poduszke.)
no i siedze, w tv lyzwiarki smigaja potrojne luce,
a przy stole moj modelarz skleja model miraza.
I tak siedzimy. I jest nienajgorzej.
Aczkolwiek w zasadzie nuda.
Aczkolwiek nie wiem czego ja oczekuje.

Cos bym gdzies wyjechala do cieplych krajow,
ale to oryginalna nie jestem.

No i chcialabym miec na powrot 22 lata i tak pozostac.

Złota rybko co ty na to.

Czeeesc.
Strasznie jestem zajeta i latam.
Cos mi sie popierniczylo jak boga kocham.
Dawniej glownie pilnowalam, zeby POLEZEC.
Zjesc, polezec i POSPAC.
Pojechac szybko do pracy i szybko wrocic. I POLEZEC.
I to wszystko.
A tera nie. Nie uleze.
Latam jak uderzona piorunem.

Ponoć ma to swoje głębokie (gardło)
uzasadnienie psychologiczne w moim stanie.
I nazywa sie fachowo – ze wije gniazdo.
I to dlatego szukam na necie ogloszen:
aaaaaabym przyjechal wypral ci wykladzine.
Moze i tak, aczkolwiek ja mam inna teorie, ktora glosi,
ze jakbym tak kurna poszla do pracy,
powstawala znowu o szostej zero piec codziennie,
to bym w dupie miala wicie gniazda.
Pranie wykladziny?? ziew.
Kupienie szafy do sypialni?zieeeeeeeeeeeeeeew.

Wiec wiecie. Wicie gniazda to sciema.
Po prostu sie wysypiam.

I BOG ZAPLAC:)

ALE.
Notke mialam napisac o czym innym.
W skrocie o tym, ze utopilam telefon w kiblu. I spuscilam wode.

Stracilam wszystkie numery i kontakty.

Nnna na na na nanana.

No nic kochani, aktualnie chodzi mi po głowie kariera artystki.

W tym celu siedze codziennie do 4 rano przed komputerem.
(Troche tez dlatego, ze inne dwie artystki juz od 7.30,
z pierwszym kubkiem kawy,
kiedy to zaczynają dzien u swojego regularnego pracodawcy,
walą paznokietkami w biureczko
i chca miec ode mnie natychmiast
moją czesc pracy artystycznej – choc tylko po to naturalnie,
zeby zrobic do niej 83 uwagi, ktore potem i tak skrytykuje czwarta artystka,
czy tez tszecia jak to woli.
No więc 7.30 rano to nie jest pora dla kobiet w ciązy).

Pod karierę artystki, myślę, śmialo można też podlączyć
pewną przezabawna przygodę,
ktorą mialam w pewnym klubie nocnym w ostatnią sobotę,
kiedy to schodząc artystycznie po schodach ze szklaneczką w reku
(woda, cytrynka, slomka! uprzedzajac wszystkie oświecone komentarze)
artystycznie się z nich spierdoliłam.

What next.
Przybylo mi trzy kilo!

What else.
branoc państwu:)
(musiałam, bo bym pękła, wybaczcie)
(wiem mózg zamienia mi się w kisiel)

Buuuzi.


  • RSS