all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2006

***

19 komentarzy

I tak o.
Naprzyklad wczoraj – zupełnie jak z tą kapustą – kiedy rano mowie do P. patrzac rozanielona jak ciastoniek slodko spi
„no zobacz zamowilam te krople na kolki ale zobacz niepotrzebnie
on nie bedzie mial tych kolek jaki to jest aniol no zobacz”
i o 12 w poludnie sie zaczelo. 4,5 godz sie meczył. Dziekuje bardzo.
Co ja czarownica jakas jestem?

Ale pozatym to ok. Tzn. tak roznie, nie. Ale ogolnie ok.
DZISIAJ NAWET MOZE WYSKOCZE NA SOLARIUM.
First things first right.
Bo patrzec na siebie nie moge.
Paznokcie juz zrobione. Henne machne jutro.
I tak o.

A co tam u was? Kurewski upal, nie.

P. pognał na wieś,
sprawdzić jak bardzo prace nie postepują naprzód.
A MY zostalismy SAMI.
Ja, moje TYLKO dwie rece i Ciastoń.
Po raz pierwszy w jego trzytygodniowym żyćku,
zostal sam na sam z mamunią,
nie licząc szpitala.
Ale to wtedy ktos nie za bardzo jeszcze kumał,
ZE MOZNA SIE DRZEC BEZ POWODU
WNIEBOGLOSY
TRZY GODZINY.

No wiec egazmin panstwowy z przedmiotu:
„zostalem sam z moja mamą,
ktora sie bardzo stara,
ktora mnie bardzo kocha,
ktora tydzien temu miala 41 stopni goraczki BIKOZ OF MI!!!!”
uwazam za
OBLANY!
Ciaston w godzinach 7-12 glownie ryczal, w przerwach zakanszając.
P. dzwoni z trasy okolo 12 i pyta – boze ciągle nie spi?
Moze wez go na spacer, moze na dworzu usnie.
ALEŻ NIE WĄTPIĘ,
INO OD 7 RANO NOSZE GO SPOCONA
PO SYPIALNI W KOSZULI NOCNEJ
(SATYNOWEJ – staram sie – ACZ LEKKO POULEWANEJ).
Przeciez go nie porzuce na pastwe płaczu, nie pojde sie kąpać,
ubierać i pakować do wyjscia –
ZE O SNIADANIU NIE WSPOMNE DOPRAWDY.
Ale w koncu usnal, czy raczej padl.
Na godzine.
I w godzine zrobilam to wszystko co mi do tej pory zajmowalo pol dnia,
i wypuscilismy sie na dwor, przy akompaniamencie wrzasku.
Zajechalismy pod pałac w wilanowie, wypakowalam wozek,
wrzucilam do niego niemowlaka, uprzednio
utuliwszy, pobujawszy i poglaskawszy.
W wozku ryk
(halo wszystkie dzieci śpią w wozeczku, uwielbiaja jak sie je wozi!).
No nic.
Zaszyłam sie gdzieś na jakiejs ławce,
nakarmilam po raz kolejny pożądnie,
pozwoliłam usnąć na rekach i prosz,
przelozylam do wozeczka wstrzymując oddech
i prosz, zasnal.
Zrobilam więc jakies 10 km po alejkach w ogrodach wilanowskich,
spotkalam na swej drodze troche kaczek, mnostwo wiewiorek,
jedną kopulujacą parę homo sapiens w krzakach,
i na koniec przyjechala Gruzja ze swoim zabójczym synkiem –
pięknym, ślicznym, NIE PŁACZĄCYM.
Ciastoniek coprawda natenczas tez nie plakal,
ale gdy tylko gruzja zniknela za horyzontem – zaczal zawodzić.
I tak juz zawodził cala droge powrotną w samochodzie
(halo wszystkie dzieci lubią jezdzic samochodem!),
i na klatce schodowej,
i w domu kiedy w trzy minuty przygotowywalam kąpiel,
swoimi niestety TYLKO DWIEMA REKOMA,
podczas gdy on musial lezec w lozeczku samiutenki placzac wnieboglosy
A MOJE SERCE ROZPADALO SIE NA MILION KAWALECZKOW.
Podczas kapieli to był juz standardowy szloch,
ktory plynnie przeszedł w niemiłosierny wrzask.
Wycieram, smaruje, oliwie, czesze, ubieram – wrzask plus spazmy.
Uspokoil sie wiadomo podczas karmienia. Sie tak wtulil ze nie mam slow.
Po godzinie usnal. I tak teraz spi.
Mam jeszcze nie wiem pol godziny i sie obudzi zapewne.
Ale to juz ukochany tatus wrocil.
Ciastoniek zapewne juz nie bedzie plakal.
Będzie leżeć w łóżku,
trzymać tatusia najsłodszą maciupką rączką za paluszka i wzdychać.

16698892_d.jpg

W ogóle nie mam depresji
nannnanananan.

16698891_d.jpg

…mam zawiniątko w dużym pokoju :)

Dobra, mam chwile to cos skrobne.

Jak mi dzisiaj minal dzien?
(NA PILOWANIU PAZNOKCI
I ROBIENIU PILINGU ENZYMATYCZNEGO
A NASTEPNIE MASECZKI UJERDNIAJACEJ SPOKO)

Ano ucymy ciastonia (generał Ciastoń brzmi pełna nazwa)
samodzielnego zasypiania w lozecku. Uuuuuuuuuuuuuuf.
Bo przeciez to nie wina dziecka ze nie umie samo zasypiac,
to wina mamuni, ktora jest na kazde jekniecie,
bierze na rece i tuli i kolysze i nosi, kazdy glupi woli spac u mamuni.
A teraz mamunia postanowila jednak odlozyc do lozeczka,
pocalowala w czolko i zgasila fiatelko.
ALE JAK TO????
Leeee le le le LEEEEEEEE. Leeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!

Nastepnie borykam sie z zagadnieniem
– co moge jesc zeby nie wykonczyc dziecka.
Wiec tak, sa dwie szkoly:
1. NIC – wzglednie suchary
2. WSZYSTKO.
No i na razie sie waham.
Suchary smaruje grubo maslem, sypie cukrem (pysznosci!)
i popijam to wszystko rumiankiem.

Jesli zas sie rozchodzi o nawal pokarmu
to wygralam ten wyczerpujacy pojedynek.
Trwal on dwie doby, budzik w nocy nastawiony co dwie godziny
i z frankiem walczylismy o wolnosc nasza i wasza.
Nastepnie w dniu kiedy czujnosc moja byla uspiona
i kiedy P. zapytal rano – wyrzucic juz te liscie kapusty z zamrazarki?
PEWNIE MISIU.
O godzinie 14.05 dostalam zastoju i 40 stopni goraczki po czym zemdlalam.
Dziekuje bardzo za przezycia.
Ale to rowniez opanowalismy.
Aczkolwiek nikt mnie nie uprzedzil ze naturalne karmienie piersia
to takie wyzwanie, troche nie bylam na to gotowa.
No ale nic juz trudno niech strace.
What else.
Kremiku do pupuni (najslodszej!)
uzywamy w cenie takiej jak mamunia do twarzy
– ale doprawdy mielismy wysypke i luszczyla nam sie skorecka.

Ps. jako ze notka byla napisana wczoraj w godzinach nocnych
a NIE MIELAM JUZ SILY JEJ POWIESIC,
TO WIESZAM DZISIAJ
Z TYM ZE JEST ONA JUZ JAKOBY NIEAKTUALNA.
Otoz dzisiaj w godzinach rannych dostalam znowu 39 stopni goraczki
i kolejnego nawalu.

Doprawdy laktacja
wystawia moja cierpliwosc na ciezka probe….

(pisze po cichu, bo jak mnie P. uslyszy ze siadlam do komputera to umrze)
Bo CALA NOC NIE SPALISMY NIE,
BO MAMY TROCHE ROBOTY.
Dobra po kolei bo musze leciec, acz nie wiem od czego zaczac:
1. wczoraj na wieczor wrocilismy do domu
(we Franka imieniny on mial wczoraj imieniny!)

2. Franus jest najpiekniejszy.

No. To dobra, musze leciec, dziecko woła.

Kochani bardzo wam dziekuje za wpisy, oczywiscie sie poplakalam,
siedze i placze, jakas placzliwa wogle jestem ostatnio, nie wyrabiam juz.

Lece. Napisze cos pozniej. Jak zbiore mysli.
I jak ugasze pare pozarow – nawal pokarmu, rozbijanie kamieni i goraczke, ktore mnie wlasnie powitaly.
(basia teraz umrze)

lece


  • RSS