all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2008


Bociany odleciały.
Ogłaszam koniec lata.
Zresztą jesień sama się ogłosiła – piździ i piętnaście koma trzy.
Nawet Bogdan ubrał skarpety. To już nie wiem, czy to nie zima nawet. 

powoli wracamy.  

 
muszę iść do lekarza bo boli mnie brzuch. nad pępkiem.
w zasadzie to boli mnie pępek.
nie wiem czy to od tostów z lazurem. może i od tostów.
ile można zjeść tostów dziennie? a naraz?
a może to od pestek słonecznika?

i wyjade i moje chorwackie cynie przekwitną i co, i Bogdan je skopie.
a potem spadnie śnieg.
chciałabym. śnieg my ass. błoto będzie leżało 6 miesięcy.
kocham to wprost.

+++
kurczę, jak tak siedzę na tej werandzie chwilę sama, wiecie,
i się zastanawiam,
(Myszka ty się całe życie zastanawiasz,
nad wszystkim się zastanawiasz,
kochasz się zastanawiać. I wszystko rozbierać na czynniki pierwsze.)
to mam przebłyski, o co w tym wszystkim chodzi,
i jakim trzeba być,
i dokąd zmierzamy, a przynajmniej dokąd ja zmierzam,
ale po chwili wszystko mija,
i wraca cynizm
i tyle
(i chuj, jakby to powiedział Bogdan) .

Franek mi właśnie przyniósł w tłuściutkiej garstecce,
kilka martwych szerszeni. 
I robi im ciaci ciaci.


zaczynam pisac i kasuje. wszystko jest bez sensu.

to nie jest jakis tam dramat. to jest prawdziwa tragedia.
tu i teraz. u Magdy i Filipa. ja nie wiem co powiedziec.
jakie znaczenie maja moje przemyslenia.
nie mam prawa nic mowic.
albo moje kartony. nie chce ich. 
pakuje walizke i frania i jade na wies i czekam na hanke.
czekam na baske.
zajmiemy sie pisaniem. albo nie wiem czym. modlitwa.

ja wiem, wiem hanka ma racje, wychodzi z kibla z umyta buzia
i wraca i jest normalne zycie w pracy.
hanka, mam tak samo, tylko pewnie o milion bolu mniej.
zycie sie toczy swoim rytmem a ja z nim.
ale wieczorami i przed snem nie.

Madzia, Filip nie umiem opisac jak bardzo, bardzo jest mi przykro.
to co przezywacie jest najwiekszą potwornoscią na tej ziemi.

chociaz wiem, ze moje wspolczucie w niczym wam nie pomoze.
 



Przeprowadziliśmy sie oto. 90 pudeł i cale zycie spakowane.
Baśka kiedys pytala – jaki jest najcięższy zawód świata.
generalnie górnik przodkowy czy przedszkolanka?
obojetnie, ale na pewno ex aequo z
pracownikiem firmy przeprowadzkowej.
jak mi tych chlopakow bylo szkoda, moj boze.
15 godzin, pakowanie, dzwiganie, góra dół, góra dół, tup tup tup,
wynoszenie lozka na pasach przez okno,
wciaganie lozka na pasach przez okno.
4 chłopakow uwijalo sie jak ukropie, dreptalo, truchtalo, taszczylo,
myślałam, że mi serce peknie.
kupiłam im 10 cheeseburgerow, cole, kawe, piwo,
ale co, nowych nóg nigdzie nie moglam dostac. 

no nic. spimy tu juz od dwoch dni.
NIE, NIC MI SIE NIE SNILO PIERWSZEJ NOCY,
LUB TEZ RACZEJ NIE PAMIETAM
BO JAK STALAM TAK PADLAM WSROD TYCH KARTONOW.


 


dzis powiesilam lustro. I spojrzałam w nie.
hm.
Ale co tam,  grunt że dół ogarnięty.
zycie z czesci kartonow znalazlo juz swoje miejsce w nowym domu,
w kuchni, w salonie, nawet koce i poduchy rzucilam na sofy;
teraz gora.

NA GóRE BOJE SIE WCHODZIC.

tam kolejne pudla stoja rowniutko i czekaja. jak armia.



pokoj franka rozgrzebany (franek na szczescie u dziadkow)
(wlasnie! naciezszy zawod swiata to babcia zdecydowanie.
dochodza mnie alarmujace mmsy od mojej mamy,
a na nich franek usilujacy wciagnac kota za ogon do oczka wodnego,
franek zalewajacy garaz olbrzymim strumieniem ze szlaucha,
franek wrzucajacy zegar scienny do oczka wodnego.
CZYZBY NIE DAWALI SOBIE RADY Z TAK GRZECZNYM DZIECKIEM??)

usiadlam na chwile na tarasie. zamowilam sushi (i czekam na ABW).
i spojrzalam na swoja piętę.
matko jaka czarna pięta.

samoloty mi lataja nad glowa. remontuja pas do ladowania na okeciu
i puszczaja samoloty innym tunelem niz dotychczas.
a konkretnie przez moj ogrodek.
itak nisko lataja, ze widze wszystko.
pana czytajacego gazete w biznes classie ze spinkami u mankietow.
grawerowanymi:)
mlodego chlopaka z mp3
rozwrzeszczanego dwulatka w ostatnim rzedzie 
wszystko widze. ziewajacego pilota.

ide. przejde sie jeszcze boso po trawie i ide na gore
musze rozpakowac pokoj totonianio.

O swoich
rzeczach nie wspomne.

O torebkach.

O butach.
Chociaz nie, moje buty pol dnia rozpakowywal z kartonow P.

I dostal
zawalu. Myszka, k.., czy ty jestes normalna??

 

NO
WLASNIE JESTEM, NIE?:)



Wy nie wiecie a ja wiem jak rozmawiac trzeba z psem, kotem,
dwulatkiem, mężem oraz  LEKARZEM NA OSTRYM DYZURZE.

TOTO-NIANIO chory. Bo moje dziecko lubi chorowac latem.
Wszyscy choruja zima i jesienia i na wiosne, a ten – latem.
Wprost to kocha. Czerwiec i teraz sierpien. Rok temu to samo.

Wiec pobyt na wsi spokojnej chwilowo przerwany. Ale wali mnie to.
Wszystko mi jedno. Byle toto-nianio-a-tamto-mamo
był zdrowy.

 

 

Ide pakowac widelce. Czy my sie naprawde przeprowadzamy?
W przyszlym tygodniu bede spala w nowym miejscu?
Nie dociera to do mnie.
Kupilam ostatnio paczke workow na smieci. Wrzucilam je do szuflady,  
i co, juz ich w tym mieszkaniu nie zuzyje. 
Albo po co ja zmienialam wczoraj pościel?
Albo moja zmywarka. Tak ją kocham.
Juz doslownie ostatnie chwile spedzamy razem.
Czy nowa tez bedzie moja druga połówką pomarańczy?

...o cos mi chodzi, nie? 
Ktos wie o co??? 
 


  • RSS