all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

Termometr rtęciowy mnie wykończy.
Dzisiaj o osiemnastej objawił u Franka znowu 39.
Po co ja go w ogóle wyjęłam?
Aha. Bo elektroniczny wskazywał 37, przy zbyt podejrzanej ciepłocie szyi.
Telefon. Dzwonię
– Pani pediatro proszę podjechać, bo trzeba syna osłuchać,
bo był chory, wyzdrowiał na 13 minut i znowu jest chory.
– Pani Ewa?! Pani Ewooo jestem na kuligu w Zakopaneeeem,
konie poniosły muszę kończyć!
Dobra, next.
– Panie doktorze bardzo Pana potrzebuję, kiedy Pan będzie? (hehe)
– Wsiadam właśnie do samolotu wracam w poniedziałek o 23.15.
Super kurna.
(-Będę więc czekać na hali przylotów!)
(z Frankiem na rękach zawiniętym w koc, Franek pokaż gardło)


No nic leżę już w łóżku i nie wiem co mam myśleć o życiu.
Aha. Serfuje po necie i coś znalazłam. I wnioski są obezwładniające.
Ja tu doglądam w nocy, przeciwdziałam chorobom, tropię infekcję,
grzeję,
schładzam,
modlę się o więcej rąk
– jedną podawać miodzik, drugą robić okłady,
trzecią głaskać po twarzy, czwartą smarować giry wick vaporubem,
a piątą kurna poklikać jak człowiek w komputer.
No dwoję się i troję.
Żeby był zdrowy.

A ten dorośnie, pójdzie do szkoły i proszę.

Macie forum słodkich dzieciaczków
kombinujących jak ślepe konie pod górę, żeby zachorować
i nie pójść do szkoły:

 

pls_pomóżcie
 pomocy próbowałem picia zimnej wody z kostkami lodu
i nogami w gorącej wodzie , kąpałem się też w zimnej wodzie
i piłem herbate , raz zjadłem z 35% proszku do pieczenia ,
moczyłem gardło przez ponad minute w zimnej wodzie
kilka razy również czasami w nocy i wszystoi nie działa
nie wiem co mam zrobić .
Myslę , że zatrucie by podziałało ale próbowałem to nic .
Pls dajcie jakis bardzo dobry i pewny sposób żeby zachorować
albo coś co można zjeść i się zatruć
na choćby przynajmniej 2 dni plss
nie byłem chory od ponad roku ,
chyba mam dobry organizm
pls pomóżcie to musi się udać
 

 

Spróbuj zjeśc mydło, jeżeli naprawdę bardzo chcesz byc chora,
gdzieś czytałam, że działa, ale trzeba byc szaloną żeby to zrobic. 
 

Wiem jak zachorować ;d Najpierw najlepiej zjesc proszek do pieczenia (cały)
popijajac zimnym mlekiem.Potem przyłożyć sobie do gardła coś z zamrazarki
np.kostke lodu i trzymac tak przez okolo 5 min.
Na sam koniec wsadzic do zimnej wody popijajac cieplym napojem.  

POWRÓT PANA X
 Zjeść kilo surowuch ziemniaków popić 1.5L mleka  
Mariusz Jusiński
 haj to ja mariusz jak zachorowac to proste
wypic benzyne.
i popic wrządkiem z solą i piachem.MAriusz
 


manoma
Przy wejściu do przychodni jesz pączki
ale nie normalnie tylko ugryść większy kawałek i połykać
wtedy nasze gardło sie zaczerwienia.
 

http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3193572&start=60

Oj oj. Wracam do umartwiania, wiecie?
Te wszystkie afirmacje to jedna wielka piramidalna bzdura.
Afirmacjami sobie można. Wytapetować pokoik.
Wracam do starych nawyków.
Kiedy się martwiłam po ludzku wszystkim, teraźniejszością, przyszłością,
przeszłością, trzecim wymiarem, dzieckiem, mężem, pogodą, CHOROBAMI
to czułam harmonię w przyrodzie,
energia mojego tai przepływała przez moje chi w sposób niezakłócony
i wszystko układało się świetnie. A teraz? Baba się znarowiła.
Plecie coś trzy po trzy. Wizualizuje ogólną szczęśliwość.  
Ba, stawia się!
Wmawia światu, że czarne jest różowe, a różowe różowsze.
Pieprznięta.
Z grypy ją!

O matko, słuchajcie, jest grypa. Jest!!
Unikajcie skupisk ludzkich. Przepraszam, że wprowadziłam was w błąd.
Matko jedyna i córko. Poszliśmy w piątek na madagaskar2.
I ja nawet wiem KTO TO ZROBIŁ.
Była taka jedna, stała w kolejce po bilety, z czerwonym nosem,
ze 16 razy kichnęła stara rura.
Ale nos miała kurna czerwony jak na reklamie ferevexu.
Japierdole, co ty głupia cipo robiłaś w kinie?? Ledwo stałaś na nogach.
I prosz. Franek w niedzielę 38 i czerwony nos.
W poniedziałek PADŁ.
Przeniosłam go do nas do łóżka do sypialni,
zawinęłam siebie i dziecko w kołdrę i tak zalegliśmy.
Leżałam, tuliłam, robiłam okłady, dziecko bełkotało,
co pięć minut dawałam pić, musisz pić Franio.
39.5, zaczął majaczyć, z nosa fontanna, opowiadałam bajeczki.
Zrobiłam sobie taki bunkier w pokoju,
zasłoniłam żaluzje bo światło go denerwowało, wszystko miałam pod ręką,
po prawo jabłuszka, po lewo bananki, kilka butelek wody,
cytryny z miodem manuka, syrop z cebuli,
termometr, lekarstwa i tak siedziałam.
P. w robocie, pisał tylko zdenerwowane smsy - 
co się tam dzieje, żyjecie, jadłaś coś, jak on?
O 15 wpadł mój jedyny ojciec z pierogami, córka żyjesz?
Żyje, tata, NIC MI NIE JEST, BUAHAHAHA, PFFFFFF, HAHAHA,
i parę gestów jeszcze pokazałam co myślę o chorobie, obraźliwych.
I jak tata poszedł, to ja już o 18 miałam 38.
A jak P. wszedł do domu to już w zasadzie zastał zwłoki w sypialni.
Dziecko zaschnięte usta ledwo zipiące i żonę również półżywą. Boże, a noc?
Takiej ilości kataru nie wytworzyłam przez całe swoje życie.
W nocy zdołałam tylko wychrypieć do słuchawki
- Mmmamoo?? Ratuj.
I mama o 6.55 rano się zameldowała. I się zaczęła walka.
Franek był już troszkę lepszy, trochę po mnie skakał, trochę mnie głaskał
i troche pilnował mi czoła czy nie gorące, podawał leczniczy miodzik i picie.
We wtorek po południu zalałam się łzami. Że to już koniec wszystkiego.
Mojego życia. Wszystkiego. Wiadomo.
Pierwsza-żona napisała, że mam się uspokoić, że będzie dobrze.  
Po tym esemesie wpadłam w jeszcze jedną malutką histerię,
ale to już była ostatnia.
O północy zbudziła mnie jeszcze jedna gorączka,
i to był już koniec.
Dzisiaj cały dzień 35,5 i lekko się słaniam.
Franek przespał cały dzień, obudził się tylko na rosół i toy story,
po czym padł i znowu śpi.
A Sistermoon jeszcze w poniedziałek, tonem nie znoszącym sprzeciwu
kazała mi pójść do kalendarza i zapisać sobie pod pozycją CZWARTEK
– jesteśmy już zdrowi.
Wykonałam bez szemrania, i patrzę teraz na ten kalendarz, i co.
Herszta trzeba słuchać :) 
 
 

Hanka z pudłami w sobotę!!!!!
Jak przywiozą grypę trójmiejską to nogi z dupy powyrywam.


 

disapear

10 komentarzy

Przecież dzisiaj od samej pogody można się było popłakać !
Do tego wieczorem na VH1 puścili stare przeboje, głównie początek lat 90.
O mój Boże:))) Zasiadłam. 
Inxs – Disapear – słabo mi, ale umiarkowanie. 
Kochałam się w Haczensie, owszem, miał fajne włosy,
ale się bez sensu zabił, a ja nigdy nie miałam ciągot do wariatów.
Jon Bon Jovi (nigdy mi się nie podobał, miał za dużą głowę).
Rolling Stones – Anybody seen my baby (młoda, łysa Angelina Jolie, boska).
Sinead O’Connor miejsce 27 – nothing compares 2 u. Oj!
Wpadam trans. 
P. w tym czasie w kuchni z Frankiem robił marynatę do jagnięciny.  
Jutro mamy gości i mistrz ceremonii musi być przecież mistrzem ceremonii.
Co tam moja lasagna. (Lasagne myszka zamroź, albo zjemy na sniadanie?)
I drą się z kuchni
P. – ścisz to, nie słyszymy własnych myśli!!
Franek – mamo, my tu mamy lobote, nie lozumiesz?!
Zrobiłam głośniej:) Bo właśnie puścili Vanilla Ice! Aaaaaaa. Te pasemka:)
Dykoteka. Ósma klasa. Matko. Już mi się chce ryczeć konkretnie.

Killer George’a Michaela. 
U2 – ONE. Ryk to już tylko kwestia czasu. 
I proszę – Whitney Houston I Will Always Love You,
aaaaaaaaaaa
VOILA. 
 

Tatoooo, mama tacze!

 

 

 

Może zmieńmy temat, co.
Bo w poprzednich komentarzach nastąpiła niekontrolowana eskalacja
dotycząca metod odciągania glutów dzieciom.
Dajecie czadu laski (chuda rządzi) :)

Obejrzeliśmy wczoraj Krwawy Diament. Kurdę.
Afryka, wojna, rewolucja, zabijają ludzi?
Pomyślałam sobie, że kolejny Helikopter w ogniu,
P. będzie siedział z mordem w oczach i super, a ja co.
W ogóle nie lubię Afryki. Nie trafia do mnie. Nie rozumiem jej.
Ta, jestem okropna. Rozumiem i kocham za to Amerykę Południową!
Tam mogę jechać i ratować trzeci świat. Mogę jutro jechać naprawdę.
Bo np. na wschód też mnie nie ciągnie.
Do zielonego curry z kurczakiem tajskiego mnie trochę ciągnie ewentualnie.
O, poczekajcie, ja zamówić! O Boże, curry!
NATYCHMIAST. ZA ILE BĘDZIECIE???

 

Krwawy Diament, natomiast. Scenariusz, nie mam słów. I zdjęcia. I historia.
Dawno nie widziałam tak dobrego filmu. Polecam.

 

Najeździłam się dzisiaj samochodem. Ząbki, Marki, Praga, Mokotów.
W radiu co piętnaście minut wiadomość o tym, że
uważaj dziwczynko grypa zbliża się do twojego domu. Boo!
Straszna grypa! Bójcie się wszyscy! JUŻ JEST!
Dociera ze wszystkich stron.
Nowe szczepy nadciagają od strony Czech!  
Proszę nie wychodzić z domu, unikać skupisk ludzkich! 
Już 4 tysiące osób w mazowieckim choruje!
Epidemia!
Zagrożenie!
Dzieci!!!
Powikłania!!!
Jak mnie niebotycznie wkurwia stan takiego permanetnego straszenia.
Naprawdę.
I choćby człowiek był ścianą po powierzchni której spuszcza sam z siebie
wszystkie takie informacje i choćby afirmował coś przeciwnego,
to po stu razach, gdy cię non stop próbują zastraszyć,
podświadomość to w końcu podchwytuje, nie wiadomo kiedy.
Nawet moja podświadomość ukwiała.
Bo jestem, już mówiłam, ukwiałem i  mało rzeczy teraz do mnie trafia,
a jak trafia to i tak połowy z nich mój mózg nie jest w stanie przetworzyć
(wczoraj rozwiązywałam Jolkę, i było hasło – wiele ich na karniszu, na ż, no?
wpisałam – żarówki. Słabo?) :)

No ale ludzie! Nawet ja wiem, że grypa jest  co ro  ku  .  
Nie dajcie się. Grypa to grypa. Wszystko jest i będzie dobrze. Jasne?

  

Jechałam dalej. Reklamy.
Zapraszamy państwa w niedzielę, 25 stycznia na ulice złotą 48
na targi rozwodowe, odbędą się one.. ??????????? MATKO. …….
wystawiać się będą agencje detektywistyczne specjalizujące się
w dostarczaniu dowodów zdrady,
badaniu morale kandydata na współmałżonka i wykonujące inne,
także nietypowe zlecenia, wystawiać się będą również firmy prawnicze,
wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy.

 

Co i kiedy się stało światu..?

Gdzie ja byłam???

 

Weszłam na ich stronę.

 


http://www.rozwodowe.pl/

 

Organizator tych targów od lat z wielkim powodzeniem
organizuje również targi ślubne! 

   

Marzę za to o spadku formy w branży – emocje. Zamienię się, co?
Kto o tym decyduje? Oddam  imponujący wachlarz uczuć w zamian za intelekt. Chcę być intelektualistką i nic nie czuć.
Ewentualnie małego doła. Bo do niego też nie jestem zdolna.
Bo świat zewnętrzny jest taki kurwa piękny. Wzruszam sie 24/7.
Patrzę przez okno – leje. Leje kurna szary deszcz na resztki śniegu w ogrodzie,
spod którego widać błoto, krzaki są okropnie brunatne, a ja co?
Pokochałam brązy.
Hortensja w kolorze sraczki, cóż, polubiłam rudości i żółcie  
(na marginesie, jedyny kolorowy akcent w mym burym ogródku
to plastikowa zjeżdżalnia dziecięca.
Wcześniej przysypana śniegiem, dzisiaj zlana deszczem.
Ile razy prosiłam P., aby ją złożył i wyniósł na zimę do garażu??
Myszka nie mendź)

 

Gdy pokazują w wiadomościach zdjęcie siwego pilota,
który wylądował na rzece Hudson. I uratował 150 osób. Ryczę.
Czy to było jego zadanie na ziemi?

 

Zostać pilotem, latać 40 lat, by uratować tych ludzi? /wyję/ 

  

A jakie jest moje zadanie? Wiem, oczyszczanie nosa Franka z kataru.
Pobłażliwe komentarze ucinam –
zadanie to wymaga znajomości judo!
Mam już trzy krwiaki na udach. I raz na jakiś czas palec w oku.
Franek ma bowiem wroga. Jest nim frida.
Zamówiłam już
www.katarek.pl , choć nie wiem,
co mój syn na wizję podłączenia fridy do odkurzacza.  
Nie jestem pewna czy nie będę musiała wziąć paru lekcji krav magi.   

No ale tak czy owak, muszę sobie jakoś radzić, z odkurzaczem czy bez.

I bardzo się nagimnastykować, żeby nie zarobić w brzuch!  

Lecz gdy katar minie, to co mnie czeka?
Los przyśle nowe zadanie? 

jakie jakie? 

 

Martwię się ogromnie, bo nie mam przemyśleń. Mam pustkę w głowie.
Niby się to zdarza, ale nie mnie. Mam zdanie na każdy temat!
Jestem z tych.
Jadę samochodem – myślę. Syntetyzuję, segreguję. I gdzie to się podziało?
A tam, ciąża. 
Wczoraj jechałam od rodziców.
50 km, można coś fajnego przemyśleć. A ja nic!

Potem byliśmy w kinie. Na dniu w którym zatrzymała się ziemia.
Wyszłam z kina i tak bardzo pragnęłam
sformułować jakiś pogląd i przekazać go P.
Na parkingu podziemnym wyrzuciłam z siebie efekt mych przemyśleń.

- yyy, gniot.

 

Ale to nie jest terminalne?

 

Może jak się wyśpię?

- Mamo, to jest takie….
- Jakie?! Takie AUA, tak? Boli paluszek, aua tak?
- Kłujące!

 
 

Nic, trzeba wziąć się w garść. Zima się kończy!
Sąsiedzi zdjęli już mikołaje-skradające-się-po-murze-włamywacze,
nurkujące w kominie i smętnie zwisające z balkonu.
Jeszcze tylko  skończą się wyprzedaże i już nic nas nie czeka.
Wszyscy wyglądają lata. Święta minęły, nowy rok leci, to na co czekać?
Tylko na wiosnę!
Ja wiem, że coponiktórzy jadą na narty, do primadonny kurna di campilio,
do szczyrku, bez znaczenia, wszędzie, nagle wszyscy jadą na narty!
Oczywiście! Ale to nic. Kwiat lotosu mnie to. Ja pojadę za rok
(uhm z niemowlęciem podłączonym do piersi w chuście bebelulu będę zjeżdzać).
Dlatego now – ogłaszam koniec zimy.
Zobaczycie, zaraz skończy się styczeń, luty krótki, w marcu roztopy.
I już kwiecień! To w zasadzie trzy mrugnięcia okiem.
(ta, a potem kolejne trzy i jesteśmy w jesieni)

Wam też tak życie zachrzania?

  

Dziękuję Kochane za gratulacje i życzenia, bardzo bardzo.
Patrzę tylko na jedno oko, ponieważ prawa strona czaszki pulsuje, łupie i stuka. Nigdy nie miałam migren, nigdy, matko jaki to jest syf. Od tygodnia.
Do tego mnie mdli. Ale ta głowa najgorsza,
dzisiaj w wielkiej desperacji wyjęłam z szuflady tasak z ikei,
i już, już odrąbałabym sobie głowę,
(nie całą, tak głównie przód, z prawej strony, lekko po skosie)
ale Franek patrzył.

Właśnie, Franek. Leżę jak kłoda słowo daję.
A on na bananach od rana, dopiero około 15 byłam w stanie wydać jakis obiad. A tak to banany, sięgał sobie, zjadł z pięć. Głodny był to co.
Jeszcze mi przynosił – ale raczej synusiu nie. Nie!! NIE! 
Boże to leżenie mnie wykańcza, nienawidzę leżeć, nie umiem leżeć.
Wy też jak leżycie to was wszystko boli? Tyłek? Nogi? Plecy? Mnie wszystko.
Ale tylko wtedy mnie nie mdli i nie rzygam.
Baśka, to nie tak, nie mam w ogóle siły nikogo zamordować. W ogóle. Czujesz??
Nawet nie wiem czy bym chciała. Nic nie chcę. Nie mam pragnień.
Pragnę leżeć i jęczeć i żeby minuty mijały.


 
 

        
 

Właśnie! Trzeba zrobić postanowienia noworoczne.
Doszłam do szokującego wniosku -  
nigdy nie robiłam postanowień noworocznych. Nie wiem.
Chyba nie mam natury ofiary, a postanowienia noworoczne
są przecież od tego, żeby je łamać i potem nad tym boleć
i rozkładać ręce, nie? Zawsze mnie to denerwowało.
Zresztą takie zachowanie przystoi Bridżit, a nie kurze domowej.
Kura domowa musi mieć wszystko pod kontrolą
inaczej przypali mleko i przesoli zupę.
Względnie musi jeszcze pilnować odrostów.

Niemniej w tym roku mam postanowienie noworoczne ! A nawet dwa.
Po pierwsze nie przytyć w ciąży!
A następnie miłoby było urodzić w sierpniu
w tym samym dniu co sistermoon – bo idziemy łeb w łeb.
Fasolka w fasolke, kocham to słowo.

Nie powiem co jeszcze w jednym czasie robiłyśmy :)

Mikołaj przyniósł i już!

ALBO BAŚKA !

Bo będzie panna będzie panna będzie panna.  

Baśka podnosi delikatnie brew i z uśmiechem godnym La Giocondy

rzecze

Panna? Powodzenia :) 


 
 


  • RSS