all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2009


Słońce wdziera się do domu obsypując wszystko złotem, 
oczy się szklą ze wzruszenia, serce rośnie,
naszykowała bączkowi lekki bezrękawniczek
i jedzie rozwijać go ruchowo na placach zabaw Warszawy.
Wtem dzwoni mąż i ojciec, żmija, która uderza bez zbędnych wstępów,
hodowana na własnym łonie przez 15 lat
(myszka my we wrześniu mamy 15 lat) :
– ubierz dziecko w puchową kurtkę jest siedem stopni.

 

Dobrze. Już mi przeszło. Depresja i pakowanie walizeczek.
Dwa dni z tymi psycholkami i jakoś w miarę stanęłam na nogi.
Matko, ile było jedzenia. Czy ja mogę jeść krewetki? Aż tyle krewetek?
O 24: bożę marzę o krewetkach.
I patrz pan, N. wstał, otworzył wrota wielkiej zamrażarki i krewetki
wypadły wprost na blachę piekarnika.
Sól, oliwa, 240 stopni i zrobił je tak zajebiście, że zjadłam wszystkie.
No, jedną dałam Hance.

I po depresji. Może ja potrzebowałam dobrze zjeść?

Choć nie ukrywam – odstawienie  przesłodkiego owszem,
acz nie zamykającego buzi na pięć minut dziecka do dziadków na weekend,
też dołożyło swoje szesnaście groszy do całej terapii.


a’propos  

Franek właśnie wykonał phone call (plastikową nokią):

Halo, policija? Proszę aresztować siadziedziena! (spidermana) Jest na dachu!


 

A teraz wasza zdołowana pogodynka przekaże wam
prognozę pogody.  

dzisiaj:
Zachmurzenie zmienne i czasami śnieżyce.

jutro:
Przeważnie pochmurno

pojutrze:

Wzrastające zachmurzenie. Następnie ulewy.

SOBOTKA:

Pochmurno i deszcz.

NIEDZIELKA:

Zachmurzenie zmienne. Opady topniejącego śniegu.

Mam serdecznie dość. A ja nigdy nie mam dość.
Ale po przepłakaniu dwóch dni bez powodu, odmawiam trzeciego.
Chciałabym powiedzieć, że odezwę się na wiosnę,
ale już jest przecież  wiosna. TO jest wiosna.
Nienawidzę tego klimatu. Szczerzę nienawidzę.
Wypełnia mnie to uczucie.

Mam syndrom spakowania trzech walizeczek,
po jednej dla każdego z nas i zamieszkania w Miami. 

MOŻE BYĆ NA POLU NAMIOTOWYM. 
 

Odezwę się, jak się kopnę w dupę.

Photobucket


 
 

Jaki leniwy dzień. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam tak leniwy dzień.
Że np. obejrzałam sobie film. Nie Shreka i nie Piotrusia Pana. 
Dziecko przeziębione. Ale tak kontrolnie. Na tyle, że nie wychodzimy z domu,
ale nie na tyle, żeby marudził.
Najpierw zbudowaliśmy zamek z duchami – taka zabawa RPG, wiecie,
duchy są w wyobraźni, tylko zamek materialny. 
W pewnym momencie trochę nam sie bajki pomieszały,
bo w zamku zjawił sie i smok i baba jaga,
ale Franek na luziku wszystkie stwory  uwięził i poszlismy robic obiad. 
Po czym padł (już 4 h).
I nudy na pudy. 
P. postanowił zamówić grill gazowy.  
- Wiesz, koło garażu na krzakach są już listki! Szybko! Kupujemy wielki grill gazowy myszka, będziemy grillować w tym roku. Wiesz jakie to proste?
NIE, NIE WIEM, SKĄD, NIE MAM POJĘCIA,
CO TO JEST GRILLOWAĆ?

Zaległam na sofie. Film. Potem national geographic.
Hipopotamy to najniebezpieczniejsze zwierzęta w Afryce.
Jej, hipcie??
Potrafią przepołowić człowieka na pół, a małe dziecko połykają w całości.
No to jednak przełączyłam na VH1.
A tam oczywiście przeboje lat 80!
Matkoooo, i natychmiast coś bym chciała. Nie wiem co. Coś bym zaszalała.
Coś za mną chodzi.
Pierwsze jeansowe szorty sabrinki i adidasy :)
I sznurkowy,  rozciągnięty biały sweter, ze spadającym ramieniem.   

no, i to by było na tyle. Obudził się ten poczochraniec.
Lecę.   

Baci, baci. 

 

Przede wszystkim nie ma to
jak resztka zimnego kokosowego shrimp curry na śniadanie.
Shrimp – krewetkowego, a także
shrimp – rzeczownikowo w l.poj – JEDNA KREWETKA.
URATOWANA Z MOJEJ PASZCZY WCZORAJ WIECZOREM. 
Dzisiaj już trochę sztywna, bo z lodówki, ale jest,
a ja jestem w niebie dzięki niej.

Lecz nim ją pochłonęłam podzieliłyśmy się szybko z Hanką miłościami.
Bo zaczęłam oglądać Life. Hanka streściła mi tę pozycję parę dni temu
tymi słowy – fajne, ale szału chuja nie ma. NIE MA??
Patrz pan, a ja się zakochałam.
Mostly w detektywie Crews oczywiście.
Ale zbrodnie, też niektóre nienajgorsze.
Tak czy owak, haczyk polega na tym, ze ja jestem odporna na takie miłości.
Odkąd zakochałam się po uszy w wieku siedmiu lat w Luku Skywalkerze
i ten drań wyjął mi rok z życiorysu,
pojęłam lekcję – miłość platoniczna jest do dupy.
No to teraz masz!
Owszem coś tam poczułam w międzyczasie do Cristiana Troya z NIP/TUCK.
Ale to raczej był taki, nie wiem, crush on.
A to teraz?
TERAZ TO COS POWAZNEGO. (i pojechała do L.A.)


No i podzieliłyśmy teren. Baśka jest nieprzytomna z miłości do Housa od lat.
Jest zamroczona jeśli chodzi o niego.
No kocha się jeszcze, poligamistka, w Barcelowiczu i Palikocie,
ale zaakcpetowałam to. Akceptuję wszystkie jej, hm, dziwactwa.
Hanka kocha się w Dexterze. Też od lat. Z TYM, ŻE WIERNIE.
Scenę z czołówki, gdy Dexter idzie tarasem,
ogląda na zwolnionym tempie z włosami stojącymi dęba.
A ja? mój boże. Oparłam się Jackowi z Losta. Sawyerowi się oparłam!
Oparłam się chłopakom z Prison Break, a to już wyczyn.

I co?  Life was his sentence. Life is what he got back. I po mnie.


http://www.imdb.com/media/rm2951580416/tt0874936

W dodatku marchewkowo rudy. Chyba oszalałam.

Leci baja. 
W bai postać (BEN 10, absolutny heroe mojego syna)
tłumaczy coś swojej siostrze i na koniec mówi:
- Capisci?

- Co to jest capisci?
- Capisci to znaczy : zrozumiano?
Sekunda ciszy.
- TAK MAMO.

 

Po głębszej analizie trendów fryzjerskich na kozaczku.pl doszłam do wniosku,
że niezależnie od tego, kto zmienił kolor włosów na czekoladowy brąz –
wygląda lepiej!
No może poza Scarlett.
Ale nawet Fergie wyszło to na dobre.
Już sądziłam, że nic nie pomoże jej opuchniętej twarzy transwestyty.
A JEDNAK.

I co ja mam teraz zrobić. Od zawsze rozjaśniam.
Wszelkie próby wrócenia do ciemnych włosów kończyły się porażką  
i wysłuchiwaniem niemal codziennie
COŚ TY JAKAŚ ZMĘCZONA JESTEŚ MYSZKA.
Nie wiem.
Może dlatego że jestem ni to, ni nie wiadomo co.
Juz nie blondynka, ale jeszcze nie brunetka.
Takie chuj wi co.
Czyli szatynka.
Córka czarnowłosej, śniadolicej matki
i różowoskórego skandynawskiego blondyna w roli ojca.

Ale może?

Nie wiem no.

Czy do czekoladowych włosów nie trzeba mieć nienagannej cery?
No na pewno można mieć bladą. 
Nic gorszego ponad spaloną na solarium brunetkę. Matko.


Nie wiem noooo. Mam teraz krótsze. Może spróbuję?


 

Póki co, jadę z Frankiem do zoo.

- Hajnie będzie mamo, ljubię zoo.

Bo on nie wymawia F.

- Synek powiedz fuj.

  

Szlag mie zaraz trafi.
Ziemniaki po ugotowaniu czarne.
Nienawidze końca zimy. Wszystko stare, zdechnięte i zwiędnięte.
Marchewka w sklepie wygląda jak nie powiem co u 80 letniego pana.
Wszystkich osiemdziesięciolatków przepraszam, ale umówmy się,
że w tym wieku to raczej krzyżówki? więc nie ma się co obrażać.
Kupa gowno dupa kibel te kartofle po odcedzeniu nadają sie do wyrzucenia.
Sine.
Ile mozna jesc makaron?
Nic. Zrobilam zapiekankę rybną.
Ziemniaki polalam smietaną. Cebulka, czosneczek, papryka.
Pyszne myszka o co ci chodzi. O nic najdroższy cieszę się że ci smakuje.
Chce młodego bobu. Chce szpinak !
Mrozonek nienawidze. Mrozone warzywa sa ohydne i smierdzą zamrażarką.
A ile mozna jesc warzywa z puszki.
Papryka z puszki. Pomidory z puszki.  Ogorek konserwowy.
Mam dosyc pikli! Chce swiezych owocow i warzyw.
Zjadlam dzisiaj 8 tostow. Moze to od tego boli mnie brzuch?
Jestem tak zamulona, ze dzieki.

Do tego włączyłam wiadomości i mam dość.
Szesnastolatek zabil jedenastoletnia siostre, i zaatakowal matke –
matka w stanie ciezkim lezy w szpitalu.
Inny nastolatek  zastrzelił 15 osób w swojej szkole.

Słucham tego i nie wiem gdzie szukać dystansu.
Na prawdziwych i mądrych blogach szukam czasem dystansu   
do tego popierdolonego świata.


http://autyzm-dziennik.blog.onet.pl/
 

 

Photobucket

         Photobucket

Cyrk Korona w miarę.
W miarę, bo nam się podobał. Nam, czyli P. i mnie.
Natomiast Franciszek? So-so.
Kupiliśmy mu przy wejściu kolorowy światłowodowy wiatraczek
i w zasadzie to by było na tyle.

         Photobucket

Przejażdżka kucykiem?  So-so.
MAMO NIE ZGUB MOJEGO SIATEŁKA wołał z areny jadąc.
Idąc na słonia, światełka już nie oddał.
Usiadł na słoniu (żywym! wielkim!) i bawił się światłowodami.
Schodząc spojrzał słoniowi w oko, powiedział WOW,
po czym wrócił do zabawy świecącym wiatraczkiem.
Po każdym występie, kiedy ludzie bili brawa,
on (odrywał się od wiatraczka) bił brawo i krzyczał KONIEC.


Po powrocie do domu,
biedne dziecko wpadło w stupor na kanapie
.

         Photobucket 

         Photobucket

Cyrk zapraszał za rok. Mhm. 


  • RSS