all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2009

+++

11 komentarzy

Kupiłam tę płytę Badacha. Mam słabość do chłopaka, co poradzę.
Byłaś serca biciem, już ustaliliśmy, dno, z dedykacją do koncertu życzeń
na rubinowe gody Pani Marii i Włodzimierza – jak znalazł.
Niemniej reszta płyty trochę lepiej.
Może i nie ma jaj, ale czy ja wiem, czy ja jaj szukam?
Czego ja szukam?
Boże mój, Prońko.
Odpaliłam ją w aucie ostatnio i tak się snuję po Warszawie
– małeeeeee tęsknotyyyyyyyy krótkie tęsknoty znaczące prawie tyle co niiiiic,
nagłe i szybkie serca łopoty KTO BY NIE ZNAŁ ICH.
Mamusiu chyba ljubisz tą pjosenke, prawda.

+++
Czy wam dzisiaj też stoi? Dzisiaj jako dzisiaj, dzień dzisiejszy czy stoi. Mi stoi.
Cały dzień stanął słowo daję. Czas nie płynie.
Coś robię, przemieszczam się, snułam się Frankiem po polach mokotowskich,
byliśmy w ogródku jordanowskim, na obiedzie, spotkałam się z tą i ową,
Franek zdążył mnie rozczulić, potem zdenerwować, aż wreszcie zasnął,
nawet się umalowałam rano, ale czas stoi.
I jest martwa cisza.
I siąpi. Choć dam sobie głowę uciąć, że to jest bryza od morza a nie deszcz,
mam uczucie stania na brzegu morza, niebo zachmurzone,
i ta bryza od morza w twarz, i lekka mgła i nikogo wokół,
jak na ostatniej plaży w Unieściu pierwszego września.
Jest już 18? A nie 11? O 11 było to samo. Czułam to samo.
Poskarżyłam się Hance, że dzisiaj dzień jak z Langorierów Kinga.
Powiedziała, że jej bardziej jak w kisielu.
Ale to inny horror. Mi ewidentnie stoi i jest głucho. Nie ma echa.
Śmiałam się dzisiaj nawet, i nie było echa. Wessało mój śmiech. Krzyk też zresztą. 

+++
Michalina kopie, Franek przyklejony mojej ręki, nogi, szyi.
Boże te malutkie rączki są wszędzie, wiszą na mnie 24/7.
Baśka przeżywa Mihaśkę.
Znalazła jej już sukienkę marzeń.

http://widelec.org/zdjecie,star-wars-czesc-3,2998,12.html

+++
W sobotę byliśmy na starówce, koło kościoła stoi mim.
Wysoka zakapturzona postać z kijem.
Franek stanął jak zaklęty, podałam mu pieniążek i mówię
idź mu wrzuć na tackę.
Poszliśmy razem, bo przecież miał stan przedzawałowy.
Wrzucił pieniążek, mim się ukłonił i pyta – JAK MASZ NA IMIĘ?
A Franio mowi – FRANEK.
A mim – Zuzanna? Bardzo mi miło, ja jestem Michał.

+++
Idę, popatrzę na zieleń w ogródku, jak rośnie.
Franek śpi, mam jeszcze chwilę spokoju.
P. już też zniknął z komuniukatora więc zaraz wparuje, i się zrobi szum,
tvn24, CNN, myszka to, myszka tamto.
Idę.


Weź mnie do samochoda !

Photobucket

Czy ja mogę w ciąży jeść bób? W sensie czy nie wybuchnę.
Mogę wybuchnąć, może.

W szczególności gdy uprzednio zjadłam miskę czereśni? I bób na to? Not?

Choć wracając do czereśni – w ogóle nie były słodkie ! to z braku slońca.
I truskawki też! Pomidory malinowe to samo. To mają być pomidory?
Po co ja czekałam na czerwiec? Tak, wiem, upały w ciąży bardziej not.
Ponadto kaszlę. Głównie nocami, więc się nie wysypiam i się czołgam.

Czy ja nie marudzę za bardzo ostatnio?
Muszę się nauczyć kierować swoimi uczuciami.
To ponoć możliwe, weszłam na taki jeden portal.
- „Uczucia nie są irracjonalne”. A to niespodzianka!
„Twoje uczucia są reakcjami, na które Ty sam się decydujesz.
Żadne czynniki zewnętrzne nie mają z nimi nic wspólnego.”
Ja się na nic nie decyduję!
Budzę się rano, wszystko się wali, ja się nie poddaję, a innym razem?
Choćby wszystko było ok?
Wstaję, ręce robią się długie do ziemi, nogi jak wmurowane i tak stoję, długo,
aż w końcu drgnę. 
(drgam wówczas zwykle na sofe) 
I co, sama sobie to wybieram? Czy ten mistrz zen wie o istnieniu hormonów?


Albo to – bardzo hmm:


„Jeśli ktoś jest na Ciebie zły, to jest to tylko i wyłącznie jego problem.
Widocznie chce być zły, skoro zdecydował się na to uczucie,
które nie ma nic wspólnego z Tobą.
On może po prostu chcieć wywołać w Tobie poczucie winy,
gdyż może wierzy, że da mu to satysfakcję.”


Nie widzimy rzeczy takimi, jakimi są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy. 
Anais Nin

 

No, w tym coś jest, ponieważ dzisiejszy dzień? mimo zwiększonego poboru prądu,
poprzez włączenie wszystkich świateł w domu, bo ciemno jak u diabła w dupie, to jakoś mi to lata.
Niby wieje i pada, ale patrzcie listki na brzózce za oknem tak pięknie tańczą.


Co by tu śmiesznego napisać. Parę słów o sobie może.
Bo życie moje coś ostatnio kurwa malo smieszne. tzn. jeszcze jestem zabawna, ale to juz resztki, daję radę w spożywczym cos rzucic czasem, czy w warzywniczym, ewentualnie straży miejskiej, gdy dyskutowalismy, dlaczego stanęłam na przystanku autobusowym centralnie (och pod pocztą, odebrac paczke pragnęłam od pierwszejzony. Spieszno mi było, awizowaną powtórnie, dzis upływał termin. Powtórnie, bo zapomnialam ze mam skrzynke na listy w domu, no zapomnialam, to juz czerwiec?>?)
Bo zima to mi przeszła lajtowo, tzn chyba, musiałabym spojrzec w notki. Ale teraz to jest coś! Może mam już rajzefiber? Nie sprzeczam się, wiadomo, przed mym zaplanowanym urlopem, co go mam w sierpniu, w szpitalu położniczym na Starynkiewicza. moze to od tego. moze nie wiem. nie wiem co z tym przedszkolem od wrzesnia. w tym teraz tu, w tym takim na chwile, odwiedzonym 6 razy (= 4 choroby) aktualnie panuje szkarlatyna.
- To wie pani co, to ja zabiore kocyk, podusie i resztę rzeczy Franka (i spale rytualnie w ogrodzie w czasie pełni) i juz sobie odpuścimy czerwiec, pa.
- Myszka co u was?? halo! nic nie słyszę! telefon mi zamókł tutaj bo lało.
- Nic, mówię że Franek ma temperaturę, zapalenie gardła, i zaropiałe oko,
w nocy ktoś się włamywał do domu ale nie zostawił dużo śladów, tylko był na ogrodzie i pchał drzwi widziałam jak ucieka, potem przyjechał solid, już nie usnełam tej nocy no zresztą Franek chory.
- Co mówisz??? słuchaj ryba bierze, jest fajnie, wsiadamy na kuter, mój ojciec oczywiście najwięcej nałapał. kocham cie. pa.
boze jak to dobrze, że ryba bierze, bo bym chyba sobie w leb strzeliła. 
w którym to ja jestem tygodniu? w 30 chyba albo 31. no, bo mnie przepuscili w kasie dzisiaj, ale matko jakie kolejki w tesco, to osłabłam.

miało być parę słów o sobie!

aaaaaaaaabym przyjechała, blondynka, 56 kilo, biuścik czworeczka. 

Albo proza, albo lekka grypa, coś mnie na pewno dopadło, bo mnie łamie.
Nie jest źle, ale nie mam siły, bolą mnie kości i mięśnie.
I gardło. I węzły chłonne.
Franek też lekko trzepnięty, ale nie aż tak. So far.
Pierwsza mówi – Jesteś osłabiona ostatnimi dwoma tygodniami.
– Osłabiona, no co ty, przecież CZYM.
Tymczasem P. pojechał wróci za tydzień, bo gdyż on to dopiero osłabiony.
Od rana zbierałam się, żeby pojechać po miód manuka, po cytryny i garlic tabs. I chleb. Ale nie miałam siły wdrapać się do auta.
Rosół nastawiłam jeszcze przytomnie rano, więc mamy co jeść.

Po przeanalizowaniu – przedszkole! Dwa dni wystarczyły.
Franek akurat poszedl w czwartek i piątek.
To znaczy w piątek siedziałam już w tym przedszkolu z nim.
Ja w szatni, on w miarę wewnątrz.
Bo jednak – Mamo jestem mały, kocham cię, ciem z tobą być,
jestem mały, nie dorosły, mogę płakać? tęsknię za tobą, nie zostawiaj mnie tu.
UMARŁAM.
No ale nic. Siedząc tak zaobserwowałam dwoje dzieci z gorączką,
po których zgłosili się rodzice. Chłopczyk zapewne z obłożonym gardłem
- TATO NIE MOGE PRZEŁYKAĆ,
następnie dziewczynka trzymająca rączkę przy uszku i wyjąca.
Jednakże nie wywołało to u mnie podówczas żadnych refleksji.
Nastąpiły one dzisiaj. W sumie co za różnica.

Pa. Idę się przytulić to jęczącego Frania
- Mamo coś niedobrego z moim gałdrem.
Wiem synku.

Jezu jak jest fajnie mówię wam.

Przytkało mnie blogowo, wybaczcie.
Mam za to dużo zdjęć. Konkretnie 235, ale nie wiem które by tu.
No wcześniej to Franek padł na rota, bakterię, czy co to było, nie wiem,
za to jedną noc 20-6 spędziłam z nim w łazience na dywaniku.
(Pierwsza-żona używa dywaników łazienkowych antydepresyjnie,
się siada, płacze 15 minut i w miarę pomaga;
no to moje już się nie nadają, muszę sobie znależć inny kąt).
Naznosiłam na nie 10 poduszek i miałam tam z Frankiem fajną gawrę.
Teraz mówię fajną, ale nie było fajnie okej? Spał zwinięty pod sedesem.
Usypiał na krótkie półgodzinne drzemki,
po których zrywał się z takim krzykiem,
że boli go brzuch, że nigdy nie zapomne tego krzyku i natychmiast na sedes.
Jak go z sedesu zdejmowałam to już spał.
Nie mogłam go zanieść do lóżka nawet, raz że nie było sensu,
dwa że Michalina nie wiem co na to, gdybym zaczęła dzwigać.
To uwiłam gniazdo w łazience.
Przesiedziałam nad nim całą noc, wciskałam picie strzykawką,
o 6 juz było po zawodach i po infekcji.
Ale nim w ogole te infekcję objawił czymkolwiek, to dwa dni miał 40 stopni. 
Więc też było fajnie. Lekarz za lekarzem.
Przypominam, że tydzień wcześniej miał już taką temperaturę,
coprawda wtedy krtan, ale ile można.
No nic.

Po tej jelitówce spał dwa dni.
Autentycznie dwa dni spał.
Następnie się obudził i powiedział jestem zdrowy mamo, nie zabieraj mi gości.  
Bo przecież miał mieć w niedziele urodziny.
No to dawaj odwołani goście zaproszeni jeszcze raz.
I cocojumbo. Gardenparty. 30 osob. Zakręciłam włosy, pomalowałam usta i paznokcie  
i nawet ładne zdjęcia wyszły.

teraz jade po pomidory i truskawki. Buzi.


  • RSS