all-about-eve blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2009

***

8 komentarzy

Nawet jeśli kogoś odprowadza się tysiąc mil,
zawsze następuje ostateczny moment rozstania.

trzymaj się, Kochanie

A wy bądźcie szczęśliwi i zdrowi.
I dobrzy.

halo?

22 komentarzy

Karmię w nocy Michalinę ostatnio,
jak co dzień nieprzytomna wyciągam ją z łóżeczka,
przewijam, siadam na łóżku i karmię,
nie zapalam światła, ja w półśnie, ona ciumka.
Jest 3.
I nagle słyszę, jak ktoś coś mówi!
Nie otworzyłam oczu, tylko słucham skąd to dochodzi:
Darek, Darek, gdzie jesteś, gdzie jesteś.
Piskliwe takie i jakby odległe, jakby, bo wyraźnie tu obok,
ale jakby spod poduszki. Otworzyłam szybko oczy, nikogo nie ma!
Gdzie jesteś, gdzie jesteś, DAREK. Rozejrzałam się nerwowo po pokoju.
Co to kurwa jest? Cisza. I znowu pisk – gdzie jesteś, gdzie jesteś!
Pomyślałam, że to dochodzi z telefonu komórkowego, może coś przebija?
No super, tylko komórka wyłączona.
Nieznacznie zesztywniałam, w szczególności dlatego, że nie było P. 
Patrzę na Miszę – śpi w najlepsze przytulona do mojego brzucha…
gdzie jesteś, gdzie jesteś, gdzie jesteś, gdzie jesteś, Darek, DAREK.

I coś mi przestało grać w tym wszystkim. Jakieś to było dziwne.
Jak nagranie, ciągle powtarzane to samo, w taki sam sposób.
Jak zacięta płyta.
(To znaczy ewidentnie jak rzeczywistość alternatywna, ale umówmy się, tak?)
Wsłuchałam się. Słucham. To jest coś bardzo blisko mnie.
Pochylam się nad Miszą, nad jej nosem, a tam jej coś furczy.  
Tak czasami gwiżdże coś w nosie, suchy katar czy coś. wiecie, jak?  
No, to moja córka wygwizdywała nosem Darek gdzie jesteś.

Komentarz Haniuty
– Z tego co wiem, Ewka, ty masz sąsiada Darka,
jak się twój stary dowie, że go dziecko po nocach woła, to nie żyjesz.

Dajcie spokój, ubraliśmy choinkę w weekend.
Franek w domu na antybiotyku, rozbiera dom do gołej cegły
(zatoki zawalone mega).

Zadzwoniłam do pkola 
- pani Aniu, Franio nie przyjdzie już do końca roku, jest chory 
- Mamooo ciem porozmawiać!
PANI ANIU! jestem chory! mam katar kaszel i czkawkę!

Więc co, jako rodzice uchylający nieba swym dzieciom uznaliśmy,
że trzeba urozmaicić im jakoś czas, to może sie na chwilę zamkną.
Chłopaki pojechali po choinkę. Wrócili z jodłą.
Na szczęście, bo jodła się tak nie sypie jak kurewski świerk.
Choinka jest przystrojona na piękny świąteczny kolor - brązowy,
więc nie jest zapewne spełnieniem dziecięcych marzeń o choince,
ale grunt, że lampki mrugają i fajnie się jeździ dookoła niej rowerkiem (!).
A córka szmurka (która rok temu o tej porze była juz zygotą)
gapi się na to wszystko i się cieszy.

A ja siedzę, śpiewam kolędy i gram na harfie.

  


  • RSS